Albo baba albo chłop

Albo baba albo chłop

Moja Droga Przyjaciółko!

Ponieważ od dawna chodzi mi po głowie pewna myśl,  mała refleksja nad kondycją współczesnej wojny płci, zdecydowałam podzielić się z Tobą tą myślą głęboką. To coś, co mnie nurtuje od dawna, nie daje spać i warczy z rogu mojej sypialni. Albo baba albo chłop. Problem całkiem świeży i nie do końca jeszcze rozpracowany, jeśli mogę się tak wyrazić. W okresie bujnie kwitnącej ideologii Gender (i wcale nie jestem tu złośliwa), czasem miesza nam się kto jest kto. Kobietom wyrosły fantomowe klejnoty, przepraszam za wyrażenie, a faceci, cóż 100% przysłowiowej dupy. Świat stanął na głowie, słuszna choć trochę przeinaczona ideologia równouprawnienia płci dostała po pysku komercyjna szmatą!!! Bo kto mówił o zapuszczaniu przez nasze babki sumiastego wąsa? I znowu wszystko na głowie kobiet: żeby nam się żyło spokojniej, a chłop nie popadał w kompleks z braku swego miejsca w życiu. Świat zwariował, bo faceci mają nakaz sikania na siedząco, baby łapią za kilofy, a o prawo do rodzenia zaczynają upominać się pewne tajemnicze kręgi… w zbożu. Absurd goni absurd!

Osobiście i subiektywnie uważam się za normalną i rozgarniętą kobietę, a jestem feministką! Tobie Przyjaciółko moja też niczego nie brakuje, a za takową także się uważasz. Ku rozpaczy niektórych kolegów lesbijkami też nie jesteśmy, bo zawsze to fajnie wnieść do towarzystwa nutkę dekadencji. Ale wrócimy do tematu: jak to jest z tym feminizmem, seksizmem, równouprawnieniem i innymi trudnymi zjawiskami, których połowa naszego społeczeństwa nie pojmuje, a jakże bujnie komentuje.

Mam kolegę. Sympatyczny mimo chamstwa i seksizmu, który ‘rzyga’ przy każdej okazji. Kolega ma żonę i owa żona dostała zakaz wychodzenia na przysłowiową kawę z koleżankami. Zakaz wydał mąż, argumentując to chęcią towarzyszenia żonie w każdej możliwej chwili ich wspólnego pożycia. Zakaz był o tyle zadziwiający, że koleżanki zna, akceptuje i nawet lubi. Zaskakujące jednak jest to, że owa żona przed ślubem z owym kolegą była normalnie funkcjonującą jednostką, która myślała i działała samodzielnie. Miłość jest ślepa? Kolega jak kolega, do Vin Diesela mu daleko, a co dopiero mówić o księciu Harrym, ale może ma inne ukryte talenty, ale żeby do tego stopnia? To po to nasze prababki-sufrażystki rzucały się pod koła zacofania, walczyły o prawa dla kobiet: prawo do pracy, głosowania i edukacji nie jest przecież aż takim szaleństwem, żebyśmy robiły tak wielki krok wstecz! To po jakiego grzyba jedna z drugą chodzą do szkoły, chcą wolności i prawa głosu? Od razu zagnać takie do ołtarza, żeby było po bożemu i niech wprawiają się w obiadkach i sztuce obsługi. I nie daj Boże żadnych skarg: chciały to mają, kolaborantki. I żeby było jasne – bezproduktywne siedzenie na dupsku w celach pachnąco-rozrywkowych to nie to samo, co prowadzenie domu i wychowywanie dzieci! Dlatego dość mam kpiących uwag kolegów, którzy uważają mnie za wariatkę: no tak feministka, a nie wygląda i czego się rzuca, bidula? Do tego drwiące i czasem współczujące (sic!) komentarze koleżanek  (bo przecież one są już takie niezależne i samodzielne). Na moje wścibskie pytanie o to, kto je utrzymuje, wyznają zaskoczone: no jak, kto? Mąż. A od czego ma się męża? To niech się potem nie dziwi jedna z drugą, że nawet na kawę nie może iść, bo Pan i Władca, pardon, Mąż nie pozwala, oj niedobry taki.

Okres mdlejących panienek i bezwolnych dam się dawno skończył, drogie panie, wykrzeszcie z siebie trochę własnej inicjatywy! Póki zdrowie pozwala, możecie robić co wam się żywnie podoba. Lekarze, prawnicy, ogrodnicy, piloci, a kto wam broni? Spełniajcie się, zaharowujcie, zarabiajcie głową na własny tyłek! Kto się lubi łasić za kilka markowych szmat? Cóż, jesteśmy kowalem własnego losu, a nie każda kobieta lubi różowy. Precz z różowym!!! Precz ze stereotypami słodkich i grzecznych dziewczynek. Jeśli chcecie porozdrabniać, wolna droga: MAKE SOME NOISE!!!

Z drugiej strony łatwo popaść w skrajność.  Za chwilę może się okazać, że niezauważanie zostałyśmy awansowane na głowę rodziny i jedynego żywiciela oraz matki dzieciom (nawet tych, których poślubiłyśmy). Mężczyźni szybko dostosowują się do otoczenia i to ich wielka zaleta. Męski tok myślenia może tu ulec lekkiemu spaczeniu i pójść niewłaściwym torem. Żona chce pracować? Proszę bardzo. Chce być niezależna? Nie ma problemu, ale roboty domowe to ciągle jej-babska domena. Niech się rozrywa w pracy, ale obiad w domu zawsze musi być! I w ten sposób ciągniemy jak ten Łysek z pokładu Idy, dwa lub trzy etaty – nie zapominajcie o jakże ważnej i wymagającej strefie erotycznej, to pole też trzeba obrobić.                            

 

Kto tu baba, a kto chłop? Kto ma spodnie, a kto młot?

I tu wchodzi na scenę piękna idea partnerstwa, obopólnej pomocy, miłości i zrozumienia dla naszych różnic. Jaki zdrowo myślący chłop chce kobietę, co uwieszona jak ten bluszcz dziecięcym głosem zakwili: Misiu, widziałam takie śliczne butki, kapelusik, koroneczkę Kup mi, kup mi, bo Miś będzie dziś spał sam! Toż to zwariować można, bo to trzeba jeszcze mieć czas i cierpliwość, żeby się z nią obnosić, te butki pokazać, rozrywki dostarczyć, aby się nie nudziła Kizia-Mizia. Interes, Panowie, interes, który wyciąga z Was czas, pieniądze i zdrowie. Z naciskiem na pieniądze. Ale pozycję na mieście się ma, co nie? A co się dzieje po drugiej strony barykady? Jaka normalna baba ma ochotę niańczyć swojego księcia, chuchać i dmuchać, żeby czasami nie zmienił królestwa na młodsze i ciekawsze. Zaciskając zęby, pierze mu, gotuje i jeszcze utrzymuje to-takie, a w nagrodę może liczyć na kolację w restauracji, w której on zapłaci jej kartą kredytową, żeby się czasem nie zamknął w sobie, mężczyzna jeden. Tragedia w trzech aktach, jak nic – ludzie ludziom… chłopy babom, baby chłopom.

A ja  partnerstwa żądam i sprawiedliwości! Szacunku potrzebuję i solennie obiecuję wspierać mężczyznę swojego, kochać go i szanować, o wszystkim dyskutować i trwać przy nim mimo upływu lat i włosów, a co najważniejsze: być mądrą, silną i niezależną kobietą. I tego samego oczekuję od niego, no i może żeby był jeszcze silny, męski, czarnooki, ale to już mało istotne szczegóły…

Całuję Cię w usta przyjaciółko moja, niezobowiązująco i filuternie. Jak na dekadentkę przystało!

About Author

Napisz komentarz

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*