Bijesz swoje dziecko? A umiesz je za to przeprosić?

Bijesz swoje dziecko? A umiesz je za to przeprosić?

„Mnie też ojciec bił. Bez klapsa nie wychowasz dzieciaka” – mówią zwolennicy kar cielesnych. A ja mam ochotę powiedzieć: właśnie widać, jak cię te klapsy wychowały. Dumny jesteś z tego, co z ciebie wyrosło? Potrafisz tylko powielać błędy swoich rodziców, działasz zgodnie ze schematem, który ci za małolata wbito (nomen omen) do łba. Przypomnij sobie, co ci te klapsy dały? Powiesz, że nauczyły cię szacunku do ojca. A ja myślałam, że na szacunek to sobie trzeba zapracować, a nie wymóc go laniem.

Aż 58 procent Polaków uważa, że klapsy to akceptowalny element wychowania dzieci. Z biegiem lat ta liczba szczęśliwie maleje. Wydawać by się mogło, że jesteśmy bardziej świadomi i cierpliwsi niż rodzice z innych krajów, bo według badań UNICEF – jeszcze w 2014 roku do dawania regularnych klapsów przyznawało się 80 procent matek i ojców z całego świata.

Tylko odważni ludzie potrafią przeprosić

Mój dziadek lał swoje córki. To nie były klapsy, tylko regularne pranie służbowym pasem. Robił to, kiedy dziewczyny miał pięć lat, robi też wtedy, kiedy były już nastolatkami. Wiem, że nie stosował innych kar – szlabanów na wyjście z domu czy zakazu oglądania (deficytowej wówczas) telewizji. Lanie pasem było odpowiedzią na większość przewinień. Nigdy nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego karał je w ten sposób. Nie był też w stanie wyjaśnić, dlaczego nagle przestał.

Mimo to – był świetnym ojcem i najwspanialszym dziadkiem na świecie. Z jednej strony z zasadami, których respektowania wymagał nie tylko od innych, ale i (przede wszystkim) od samego siebie, a z drugiej – z ogromną wrażliwością. Był zawodowym wojskowym (stąd pas), ale nie przesiąkł tym charakterystycznym dla wszelkiej maści mundurowych nadęciem. Nie wyglądał, jakby połknął kij od szczotki, nie był służbistą, nie wysługiwał się innymi. Potrafił rozmawiać o emocjach, świetnie doradzał, a kiedy ktoś się przy nim rozklejał, powtarzał: „płacz, nie wstydź się. Tylko odważni ludzie potrafią płakać”. Ja bym do tego dodała, że tylko odważni rodzice potrafią przeprosić swoje dzieci za klapsy.

Wielokrotnie rozmawiałam o biciu i z nim, i z nimi – jego córkami. Cała trójka doskonale pamiętała każde uderzenie. One przez wiele lat czuły głęboką urazę. Ale twierdziły też, że „było przepraszam, przepracowaliśmy to, wielokrotnie o tym gadaliśmy”. On o laniu mówił bardziej otwarcie. Nie wiedział, dlaczego bił. Nie potrafił powiedzieć, czy ktoś mu to doradził, czy w ten sposób wyładowywał frustrację, czy może poddał się, kiedy (jak mu się wydawało) inne metody wychowawcze zawiodły. Zarzekał się, że za każdym razem, kiedy sięgał po pas – miał ochotę odrąbać sobie rękę i że wciąż czuje do siebie odrazę. I zapewniał, że zrobi wszystko, aby ani jego córki, ani wnuki nie popełniły tego samego błędu i nigdy nie uderzyły swojego dziecka. Musiało minąć 20, 30 lat, żeby zrozumiał, jak wielką szkodę to przynosi i jak bicie niszczy relacje między dzieckiem a lejącym je rodzicem. Nie ważne, czy w grę wchodzi pas, czy mowa o pozornie niewinnym klapsie.

Bicie zapisane w genach

Na podstawie badań przeprowadzanych przez ostatnie 50 lat na 160 tysiącach dzieci z całego świata stworzono raport. Wnioski w nim zapisane są jasne: klapsy nie przynoszą żadnych pozytywnych efektów. Podobnie jest z innymi formami przemocy. Zamiast wychowywać – powodują wiele szkodliwych i długotrwałych skutków. Nie wywołują posłuszeństwa, ale sprawiają, że dziecko się buntuje, chowa urazę, staje się aspołeczne, bardziej agresywne. Zanotowano też wyraźną relację między biciem w dzieciństwie, a wzrostem występowania chorób psychicznych u dorosłych już dzieci.

Jeśli rodzic w porę nie wyjaśni dziecku, że bicie nie jest dobrą metodą, tylko dowodem na słabość bijącego, jeśli nie przeprosi i nie przepracuje problemu – lane dziecko stanie się dorosłym skłonnym do fizycznego dyscyplinowania własnych pociech. Bo klapsy to problem przekazywany genetycznie. I z tym należy walczyć na wszystkie sposoby.

Bijesz? A potrafisz przeprosić swoje dziecko?

Miałam 8 lat. Było wcześnie rano. Moja mama – w pełnym rynsztunku – czekała, aż wreszcie się ubiorę. Miała odprowadzić mnie do szkoły i biec do pracy. Nie reagowałam na jej poganianie. Zamiast założyć buty i kurtkę, bawiłam się włącznikiem światła. Zwykle nie byłam nieposłuszna, słuchałam się, nie sprawiałam większych problemów. Ale tamtego ranka jak zahipnotyzowana stałam przed drzwiami łazienkowymi i naciskałam na włącznik. Skupiłam się na tym, żeby robić to jak najszybciej, żeby w łazience było jak na sali gimnastycznej, w której zorganizowano kilka dni wcześniej imprezę karnawałową dla maluchów. Byłam w ekstazie, absurdalnie podekscytowana. Z tego transu wyrwał mnie klaps – pierwszy i ostatni jaki w życiu dostałam.

Nie poczułam bólu, byłam zbyt przestraszona. Patrzyłam mojej mamie prosto w oczy przez kilka chwil (chociaż miałam wrażenie, że to trwa wieczność). Skulona, ze schyloną nisko głową założyłam buty i kurtkę. Mama bez słowa odprowadziła mnie do szkoły, kątem oka widziałam, że całą drogę płacze. Dopiero po tygodniu zaczęłyśmy rozmawiać względnie normalnie. Nigdy w pełni nie wróciłyśmy do tamtego „incydentu”. Kilka razy, już w moim dorosłym życiu, było blisko. Nie chciałam sama zaczynać rozmowy, tak jakoś samo wychodziło. Kiedy pojawiał się wątek klapsów, nawet w ogólnym rozumieniu, mówiła: „pamiętam, zmieńmy temat”. Albo „tak, doskonale wiem o co ci chodzi”. Zawsze przy tym odwracała twarz lub uciekała do drugiego pokoju. Myślę, że znów płakała.

Chociaż to był jedyny raz, pozornie niewinny klaps, a nie regularne lanie – do dzisiaj jest to tematem tabu. Nie przeprosiła, nie przegadała tego ze mną tak, jak dziadek przepracował z nią temat pasa. Może kiedyś…

Klaps to nie bicie? Gówno wiesz!

Dzieci potrafią dać popalić. Koncertowo wyprowadzają z równowagi. Najtrudniej jest wtedy, kiedy latorośl szaleje, a rodzic ma wszystkiego dość. Każdy ma czasem taki dzień: w pracy nie poszło, samochód się rozkraczył na autostradzie, ząb boli, obiad spalony, pies znowu grzebał w śmieciach i zarzygał podłogę, a do białego prania dostała się jedna, czerwona skarpetka. Jakby tego było mało – córka ma jakiś dziwaczny przypływ energii, szaleje po pokoju, kręci piruety, zaraz sobie kark złamie. A syn? „Ja pierd… Znowu próbuje dobrać się do gniazdka elektrycznego. No zabije się zaraz i do tego puści z dymem cały dom”.

W takich chwilach trudno jest znaleźć w sobie siłę, cierpliwość, ogładę. Łatwiej jest dać klapsa – zamknąć jednym uderzeniem rozwrzeszczanego czterolatka, w sekundę zdyscyplinować jedenastoletnią córkę. A przy okazji – wyżyć się, dać upust własnym frustracjom. Tak jest najprościej. Najszybciej. Ale czy najlepiej? Nie.

Jeśli nie przekonują was badania, kampanie i zakazy – użyjcie wyobraźni, cofnijcie się w czasie. Przypomnijcie sobie, jak sami byliście bici. Jak się baliście, jak ze łzami w oczach patrzyliście na podniesioną rękę i jak na głos odliczaliście kolejne uderzenia. Przypomnijcie sobie, jak oglądaliście gasnące pręgi na skórze, jak – pod przymusem, w strachu, że za chwilę oberwiecie kolejny raz – potrafiliście przyznać się i przeprosić swojego bijącego rodzica za wszystko. Nawet za to, czego nie zrobiliście. Tak na zaś. Nauczyło was to szacunku? Czy raczej kłamania na poczekaniu?

Użyjcie wyobraźni, której rodzice nie zdążyli wybić wam z głów i zastanówcie się nad tym, czy chcecie, aby wasze dzieci musiały przechodzić przez ten sam mały horror. Na prawdę zależy wam na tym, żeby pod wpływem lęku przepraszały za nie swoje winy? Żeby do końca życia pamiętały ten jeden, jedyny raz lub te setki razów, kiedy nie daliście rady jako rodzice? Czy chcecie, żeby dzieci powielały wasze błędy i – tak jak wy – szły na łatwiznę?

Wydaje wam się, że dorosły już syn nie chowa żadnej urazy? Że nastoletnia córka zapomniała o wymierzanych w dzieciństwie klapsach, że wszystko między wami OK? Skoro wy pamiętacie, jak ojciec was lał – bądźcie pewni, że i wasze dzieci wciąż o tym myślą. I że wciąż mają nadzieję, że to wy wyciągniecie do nich rękę pierwsi, zrobicie to, na co zdobyć nie potrafili się wasi bijący rodzice. Że powiecie im to, co każde lane dziecko chce usłyszeć. Proste, ale szczere: ”przepraszam”.

Foto: Wiki (lic.PD)

Kategorie: Dzieci, Felietony

About Author