Boris Johnson: „Kobiety w burkach wyglądają jak skrzynki na listy”

Boris Johnson: „Kobiety w burkach wyglądają jak skrzynki na listy”

W artykule opublikowanym w „Daily Telegraph” Boris Johnson stwierdził między innymi, że kobieta (w domyśle – muzułmanka) z zasłoniętą twarzą kojarzy mu się z przestępcą planującym napad na bank.

Od zeszłego tygodnia w Danii obowiązuje zakaz zasłaniania twarzy w miejscach publicznych. Wbrew pozorom (i krzykliwym nagłówkom), nowe prawo nie dotyczy jedynie noszenia burek czy hidżabów, ale i zasłaniających znaczną część twarzy szali, czapek, hełmów, masek czy sztucznych bród. Innymi słowy: zabronione jest publiczne zakrywanie twarzy w taki sposób, który uniemożliwiałby rozpoznanie rysów czy obserwowanie mimiki danej osoby. O tym, czy prawo jest łamane, czy nie – decyduje policja. Kobiety noszące burki czy hidżaby mogą to robić w swoim aucie czy w miejscach prywatnych, nie mogą jednak nosić burek w środkach transportu publicznego (podobne przepisy obowiązują między innymi w Niemczech czy Francji). Noszenie burek czy hidżabów jest natomiast dozwolone w miejscach kultu czy w trakcie uroczystości religijnych. Za złamanie zakazu grozi kara w wysokości 1000 duńskich koron (czyli około 120 funtów).

Wprowadzenie zakazu spotkało się zarówno z licznymi negatywnymi komentarzami, jak i z sugestiami, aby podobne przepisy wprowadzić w innych krajach, między innymi w Wielkiej Brytanii. Przeciwko nowemu prawu protestowali mieszkańcy Kopenhagi. Krytycznie do pomysłu odniósł się też Boris Johnson. Jednak sposób, w jaki były szef brytyjskiego MSZ wyraził opinię na temat noszenia burek w miejscach publicznych na pewno nie przysporzył mu sympatyków wśród aktywistów walczących z dyskryminacją czy działających na rzecz ochrony praw mniejszości religijnych.

Kobieta w burce jak skrzynka na listy

W artykule, opublikowanym w ramach stałej kolumny w „Daily Telegraph”, były burmistrz Londynu i były minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii stwierdził, że kobiety w burkach wyglądają „absolutnie niedorzecznie”. Johnson porównał je do skrzynek pocztowych i do bandytów planujących napad na bank. Johnson napisał też, że samo oczekiwanie od muzułmańskich kobiet, że te będą zasłaniać twarze jest rodzajem zastraszania, działaniem opresyjnym i formą znęcania się nad nimi (ang. bullying). Dodał też, że – jego zdaniem – noszenie burek czy hidżabów nie ma umocowania religijnego. Zdaniem Johnsona, żaden z wersetów Koranu w jednoznaczny sposób nie nakazuje kobietom zasłaniania twarzy.

Były szef brytyjskiego MSZ wyraził także opinię, że miałby pełne prawo do zażądania od kobiety w burce odsłonięcia twarzy (gdyby ta przyszła do jego biura). Stwierdził też, że szkoły czy brytyjskie uniwersytety także powinny być uprawnione do reagowania, gdy na zajęciach pojawia się uczennica „wyglądająca jak złodziej planujący napad na bank”. Zdaniem polityka, także brytyjskie firmy i agencje rządowe powinny móc wprowadzać „dress code”, na mocy którego klienci czy petenci – chcąc skorzystać z usług firmy czy agencji – byliby zobowiązani do odsłonięcia twarzy.

Jednocześnie Johnson potępił duński pomysł karania grzywną za publiczne zasłanianie twarzy. Wyraził też obawę, że wprowadzenie podobnego zakazu w Wielkiej Brytanii zasiliłoby radykałów mówiących o „zderzeniu cywilizacji” i doprowadziłoby do „ogólnego zakazu dotyczącego eksponowania jakichkolwiek symboli przynależności religijnej”.

Podręcznikowa islamofobia? Zakazu nie będzie!

Artykuł Johnsona skrytykowali między innymi przedstawiciele Muslim Council of Britain. Według Muzułmańskiej Rady Wielkiej Brytanii tekst byłego szefa MSZ to wyraz skrajnie prawicowych poglądów.

Posłanka Jess Phillips zapowiedziała, że za porównanie kobiet noszących burki do skrzynek na listy wniesie skargę na Johnsona do Equality and Human Rights Commission (Komisja do spraw Równości i Praw Człowieka). Przedstawiciele Partii Pracy uznali natomiast, że swoim ostatnim felietonem Johnson celowo i populistycznie podsyca islamofobiczne nastroje, bo liczy na to, że w przyszłości stanie na czele Partii Konserwatywnej. Poseł David Lammy (laburzyści) nazwał Johnsona „Donaldem Trumpem za jednego funta” (ang. „Our pound-shop Donald Trump”) i zwrócił uwagę, że w czasach, kiedy bandyci brutalnie atakują muzułmanki i siłą ściągają im hidżaby, Johnson prześmiewczo porównuje ofiary napaści do skrzynek na listy. „Bycie bufonem jest bardziej brytyjskie, niż bycie rasistą i ksenofobem” – poradziła cynicznie Johnsonowi posłanka Partii Pracy, Stella Creasy.

Rzecznik rządu Theresy May oficjalnie oświadczył, że Wielka Brytania nie zamierza wprowadzić zakazu dotyczącego noszenia burek czy hidżabów w miejscach publicznych. „Takie normatywne podejście nie byłoby zgodne z brytyjskimi wartościami tolerancji religijnej i równości płci” – stwierdził przedstawiciel premier Wielkiej Brytanii.

 

Foto: By Marcello Casal Jr/ABr. (Agência Brasil [1]) [CC BY 3.0 br (https://creativecommons.org/licenses/by/3.0/br/deed.en)], via Wikimedia Commons

 

Kategorie: Wydarzenia UK

About Author