Bursztynowa Komnata odnaleziona? Konserwator zabytków wydał decyzję o sprawdzeniu terenu georadarem!

Bursztynowa Komnata odnaleziona? Konserwator zabytków wydał decyzję o sprawdzeniu terenu georadarem!

Pod koniec kwietnia polskie media zelektryzowała prawdziwie sensacyjna wiadomość: po ponad 70 latach poszukiwań tajemnica jednego z największych zabytków w historycznych zasobach dziedzictwa kulturowego Polski, Bursztynowa Komnata najprawdopodobniej wkrótce ujrzy światło dzienne!

Spokojnie, nie tak szybko. Mierzące ponad 10 metrów kwadratowych bogato inkrustowane bursztynowe panele wykonane na zlecenie Fryderyka I Hohenzollerna w pracowni gdańskiego mistrza bursztyniarskiego Andreasa Schlütera są obiektem poszukiwanym od lat 50. XX wieku, czyli od chwili pierwszych prac geolokalizacyjnych na terenie poniemieckich bunkrów w leżącej na Mazurach osadzie leśnej Mamerki.

Bursztynowej Komnaty szukała przez dekady niezliczona grupa amatorów, urzędnicy ministerstw kultury Polski, Niemiec Wschodnich i Zachodnich, ZSRR, a także wszelkiej maści służby specjalne. Do odnalezienia cennego artefaktu zatrudniano nawet radiestetów i jasnowidzów.

Liczba lokalizacji, w których może znajdować się komnata przyprawia o zawrót głowy. Na tej liście znajduje się Kraków, Pasłęk, Neringa, Zamek w Człuchowie, Zamek w Szymbarku, Bolków, Giżycko, Góry Sowie (tam, gdzie osławiony „złoty pociąg”), Olecko, Nysa, Szklarska Poręba, różne miejsca w Kaliningradzie, Wargen, Namysłów, a także Lochstedt. Skrzyń z bursztynowymi panelami poszukiwali również nurkowie na niemieckim statku MS Wilhelm Gustloff, który został zatopiony na Bałtyku z końcem stycznia 1945 roku. Według kolejnej teorii, pokawałkowana komnata może leżeć na dnie jeziora Resko Przymorskie, k. Rogowa we wraku samolotu, który spadł do wody zestrzelony podczas II wojny światowej. Inni badacze sugerowali, że zabytek mógł zostać zatopiony w jeziorze na terenie Finlandii.

Niestety, istnieje również możliwość, że bursztynowy cud spalił się w czasie pożaru zamku w Królewcu, który wybuchł na skutek bombardowań okolicy przez alianckie samoloty lub oblężenia przez Armię Czerwoną w okresie późnej zimy i wczesnej wiosny 1945 roku.

Dziś za prawdopodobne miejsca pobytu wartego blisko 500 tysięcy dolarów „świętego Graala” polskich zabytków uznaje się dwie lokalizacje: zamek Książ lub wspomniane bunkry wojskowe w Mamerkach.

Historia Bursztynowej Komnaty i jej zaginięcia przez lata obrastała w mity. Zamówione na polecenie pierwszego pruskiego króla w początkowych latach XVIII wieku arcydzieło zostało stworzone wspólną pracą i talentem kilku rzeźbiarzy w pracowni gdańskiego bursztyniarza, Andreasa Schlütera. Pierwszym artystą, który postanowił wcielić w życie pomysł formowania z bursztynu wielkich płyt, w których można tworzyć wzory i ornamenty był Gottfried Wolfram, dwaj jego następcy – Gottfried Turau i Ernest Schacht, mistrzowie gdańskiego cechu rzemieślników postanowili zrealizować do końca zamysł pierwotnego zleceniobiorcy. Prace wykonawcze nad dziełem trwały ponad dekadę. Imponujących rozmiarów komnata robiła wrażenie nie tylko swoją wielkością, ale przede wszystkim ornamentyką i dokładnością szczegółów wykonanych w żywicy płaskorzeźb czy herbów. Wkrótce następca Fryderyka I Hohenzollerna przekazał komnatę jako prezent i przypieczętowanie sojuszu międzypaństwowego carowi Piotrowi I Wielkiemu. Podarek trafił tym samym do Petersburga, wpierw do Pałacu Letniego, później znalazł się w Zimowym. Od połowy XVIII wieku komnata była przez Rosjan rozbudowywana poprzez dodawanie kandelabrów, wielkich luster i mebli, zgodnie z duchem ówczesnej mody. Finalnie arcydzieło trafiło do pałacu w Carskim Siole.

Sytuacja zmieniła się diametralnie w trakcie II wojny światowej. Podczas walk na froncie wschodnim  w 1941 roku bursztynowe panele zostały zdemontowane i skradzione przez Niemców, później przewieziono je w skrzyniach do nieistniejącego zamku w Królewcu, na terenie dzisiejszego obwodu kaliningradzkiego, gdzie można ją było oglądać. Trzy lata później ponownie trafiła do drewnianych skrzyń i zamkowych podziemi. Po tej operacji ślad po Bursztynowej Komnacie się urywa.

Tu docieramy do powracających co kilka sezonów sensacyjnych informacji o odkryciu prawdopodobnego miejsca pobytu kultowego zabytku. Tym razem jednak archeolodzy wydają się być bliżej rozwiązania zagadki zaginięcia Bursztynowej Komnaty niż kiedykolwiek wcześniej. Chodzi bowiem o badania nad tajemniczym obiektem oznaczonym numerem 31, znajdującym się we wspomnianych Mamerkach na Mazurach.

Leśna osada, w zasadzie kompletnie odizolowana od zabudowań to była Kwatera Główna Niemieckich Wojsk Lądowych, na terenie której rozmieszczono ponad 30 potężnych bunkrów, dziś udostępnionych przyjezdnym, chcącym zwiedzić okolice i poznać wojenną historię Mazur.

Bunkier nr 31, wyłączony dla zwiedzających od początku powojennych prac historyków, archeologów i politologów budził ogromne zainteresowanie swoją odmiennością i nieznanym do tej pory przeznaczeniem. Z wojennych wspomnień świadków zbrodniczej działalności nazistów wynika, że w obliczu nieuniknionej klęski i marszu Armii Czerwonej na Zachód na przełomie 1944 i 1945 roku Niemcy zawiesili budowę gigantycznego obiektu z betonu o wymiarach 70 m x 50 m i prawie 15 metrach głębokości, której niedokończona podstawa wmurowana w potężnej dziurze interesuje dziesiątki badaczy, zarówno amatorów, jak i podmioty naukowe.

Kilka lat po zakończeniu działań wojennych jednostka saperska Wojska Polskiego znajdująca się w sąsiednim Węgorzewie ugościła mężczyznę, który w trakcie II wojny światowej był w Kwaterze wartownikiem. Zgodnie z jego przekazem, w trakcie ostatniej wojennej zimy w niedokończonym bunkrze z transportu wiezionego kilkoma ciężarówkami spoczął nieznany ładunek. Saperzy w porozumieniu z ośrodkami archeologicznymi postanowili sprawdzić przekazaną informację i na początku lat 50. dokonano częściowych eksplozji wokół bunkra. Niestety, miejsca podłożenia ładunków były przypadkowe i żadnego odkrycia nie dokonano.

Kolejna próba odkrycia zawartości bunkra została podjęta w latach 60., kiedy do Mamerek został przywieziony z barczewskiego więzienia były gauleiter Prus Wschodnich, Erich Kolm, który najprawdopodobniej zlecił demontaż, wywózkę i ukrycie zabytku. Możliwość wyciągnięcia od niego informacji o umiejscowieniu dzieła sztuki dała mu drugie życie – uniknął prawomocnej kary śmierci i zmarł za kratkami w 1986 roku. Mniej szczęścia miał bowiem zatrzymany w 1945 roku przez czerwonoarmiejców kustosz spalonego zamku w Królewcu, dr Alfred Rohde, sprawujący pieczę nad obiektem. Mężczyzna zmarł w niewyjaśnionych i bardzo tajemniczych okolicznościach, najprawdopodobniej „uciszony” przez uciekających z terenów Związku Radzieckiego niemieckich notabli.

Wtedy, przy pomocy Kolma również nie udało się odkryć tajemnicy Bursztynowej Komnaty, mimo kolejnych wybuchów i dokładnej wizji lokalnej.

Temat Mamerek ucichł na kilkadziesiąt lat ze strachu przed nieodpowiedzialnym rozkładem terenu przez niekontrolowane działania saperów, którzy nie posiadając żadnych danych geologicznych nie byli w stanie zlokalizować właściwego miejsca ewentualnego obiektu. Nieudane próby poszukiwań bursztynowego arcydzieła skłoniły profesjonalnych archeologów i poszukiwaczy skarbów-amatorów do śledzenia nowych tropów na terenie Polski i Europy, niestety, wciąż bezskutecznie.

Dziś, dzięki najnowszym technologiom i zdalnej lokalizacji obiektów, prześwietlania gruntu za pomocą sond i sonarów możliwe okazało się nie tylko zlokalizowanie osławionego złotego pociągu, ale również powrót do sprawy Bursztynowej Komnaty w Mamerkach.

Lokalne muzeum już we wrześniu zeszłego roku, niejako na fali „wałbrzyskiej gorączki złota” skontaktowało się z profesjonalnymi firmami świadczącymi usługi geolokalizacyjne i zleciło badania gruntu za pomocą georadarów. Okazało się wtedy, że wewnątrz niedokończonego bunkra nr 31 znajduje się obiekt podobny do betonowego grobowca, niemożliwego do odkrycia kilkadziesiąt lat wstecz przez grupy saperskie. Dyrekcja muzeum wierzy, że w tym miejscu z dużym prawdopodobieństwem czeka na wydobycie na światło dzienne jeden z najcenniejszych polskich zabytków.

Urząd Miejski w Węgorzewie otrzymał już zgłoszenie o prawdopodobnym znalezisku dużej wartości materialnej i historycznej, zalecenia od konserwatora zabytków spływają już z Ełku, a nadleśnictwo Borki, na terenie którego znajduje się była kwatera hitlerowskich sił zbrojnych rozpatruje wniosek z prośbą o rozpoczęcie prac eksploatacyjno-wydobywczych.

Ponadto, kilka dni temu wspomniany konserwator zabytków wyraził opiniodawczą zgodę na przeprowadzenie poszerzonych badań archeologicznych we wspomnianym bunkrze i jego okolicy. Oznacza to w praktyce wykonanie w strukturze betonowej konstrukcji odwiertów pod kontrolą sond geologicznych i wprowadzenie do środka specjalistycznych kamer noktowizyjnych. Jeśli obraz wewnątrz obiektu potwierdzi istnienie elementów wskazujących na ukryty wewnątrz skarb zostanie podjęta ostateczna próba wydobycia znaleziska, wiążąca się z demontażem budowli.

Wewnątrz może znajdować się Bursztynowa Komnata, ale równie dobrze ochoczo rabowane przez hitlerowców z polskich muzeów i prywatnych zbiorów dzieła sztuki lub obiekty batalistyczne i techniki wojskowej. Tego, czy po kilkudziesięciu latach od zaginięcia odnajdzie się legendarne i owiane tajemnicą dzieło gdańskich rzemieślników, budzące zachwyty na europejskich dworach dowiemy się jeszcze przed wakacjami.

Foto: Wikipedia (lic. CC) – oryginalnie czarnobiała fotografia z 1917 roku przedstawiająca zaginioną komnatę, pokolorowana i obrobiona cyfrowo

About Author