Co tam, panie, w polityce?

Co tam, panie, w polityce?

Zewsząd otaczają mnie polityczne rozmowy: i w pracy i na imprezach rodzinnych i na spotkaniach towarzyskich. Czasem jestem pytana o zdanie z wyraźnym oczekiwaniem potwierdzenia wspólnoty myślenia i wtedy czuję się nieswojo. Przeważnie nie chcę się wypowiadać i słyszę jakby wyrzut: „Nie interesujesz się? To przecież patriotyczny obowiązek”. Pamiętam z domu rodzinnego, że mama obowiązkowo oglądała Dziennik Telewizyjny i ostro krytykowała ówczesną przewodnią siłę narodu. Cokolwiek by tamta partia nie zrobiła, to z definicji musiało być złe. A czym więcej rzeczywiście było złych decyzji, tym większa satysfakcja była w mamy głosie. Nie mogłam wyrazić swojego własnego zdania, że podobała mi się choćby pojedyncza wypowiedź tamtego przywódcy, bo było to odbierane jak świętokradztwo. Pierwsza Dama nie mogła być elegancka, tylko z definicji była bezguściem. Ten brak obiektywizmu tak mnie zraził, że już zawsze polityczne wypowiedzi na każdym szczeblu odbierałam jako jątrzenie, jako pokazywanie siebie w lepszym świetle, a umniejszanie i wyśmiewanie opozycji. Niedobrze mi się robi, jak słyszę zawłaszczanie z każdej strony epitetu „prawdziwy Polak”, jak widzę podziały na „dobrzy my” kontra „źli oni”. Kojarzy mi się to z dziecięcymi niedojrzałymi przepychankami w piaskownicy. Zdaję sobie sprawę, że polityka ma być narzędziem do tego, aby nam wszystkim żyło się lepiej, a rywalizacja ma służyć wyłonieniu lepszego przywódcy, ale w praktyce najczęściej służy realizowaniu krytykanctwa i narzekactwa oraz promowaniu własnej osoby i własnego interesu. Byłam niejednokrotnie świadkiem sytuacji, kiedy poglądy polityczne poszczególnych członków rodziny powodowały kłótnie w domu, kiedy dzieliły, kiedy rujnowały domowe sojusze zamiast budować. Większość dyskusji politycznych to zła energia, zacietrzewienie, obraźliwe słowa, nienawiść i agresja. Jeśli słyszę ocenę działalności jakiejś grupy, nigdy nie wierzę w jej obiektywizm i nigdy nie wiem, czy argumenty nie mają tendencyjnie służyć udowodnieniu z góry postawionej tezy. Szkoda mi, że opozycyjne obozy zbyt rzadko szukają tego, co łączy w myśl hasła ”zgoda buduje, niezgoda rujnuje”, zbyt rzadko działają uczciwie i solidarnie razem, a zbyt często po prostu jeden przeciwko drugiemu.

Aktualnie przeżywamy czas polskich wyborów prezydenckich. Oczywiście najbardziej powszechna jest kampania negatywna, najczęściej słyszę, co wrogi polityk robi źle, a zbyt rzadko jestem zachęcana dobrym programem. Bardzo mi trudno dokonać wyboru.

Foto: Flickr (lic. CC)

Kategorie: Felietony, Felietony

About Author