Diabły z Dartford

Diabły z Dartford

Każdy fan dobrego rocka powinien przynajmniej raz w życiu odwiedzić Dartford. To niepozorne, przemysłowe miasteczko wydało na świat jeden z najsłynniejszych i – jednocześnie – najbardziej dziwacznych muzycznych duetów jakie kiedykolwiek nosiła Ziemia.

Jeden brzydszy od drugiego, a o każdym krążą od dziesięcioleci niestworzone wręcz historie. Niewykluczone zresztą, że wiele z nich wymyślili sami, bo czego jak czego, ale wyobraźni im zdecydowanie nie brakuje. Czasem się kłócą, czasem ich muzyczne (i towarzyskie) drogi rozchodzą się w całkowicie rozbieżnych kierunkach, czasem obrzucają się nawzajem najwredniejszymi kalumniami, ale to i tak w żaden sposób nie szkodzi ich przyjaźni i tym bardziej nie odbija się – a jeśli już, to wyłącznie pozytywnie – na ich twórczości.

Niektórzy utrzymują, że podpisali pakt z diabłem. Inni z całą stanowczością twierdzą, że występowali na scenie na długo przed tym, zanim przyszliśmy na świat i będą występować jeszcze długo po tym, gdy przeniesiemy się do Krainy Wiecznych Łowów i darmowego portera. Coś w tym jest, bo gdy w uszach wibrują słowa „byłem w pobliżu, kiedy Jezus Chrystus/ przeżywał chwile zwątpienia i bólu/ upewniłem się, że Piłat/ umył dłonie i przypieczętował jego los” („And I was ’round when Jesus Christ/ Had his moment of doubt and pain/ Made damn sure that Pilate/ Washed his hands and sealed his fate”) trudno uwierzyć w oficjalną wersję wydarzeń – głoszącą, że za inspirację dla piosenki o znaczącym tytule „Sympathy For The Devil” posłużyła klasyczna powieść Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”. Wprawdzie obaj panowie zarzekają się na wszystkie, hm, świętości, że tak właśnie było, ale… kto wie? W mglistych oparach gęstego dymu wyśpiewywanych i wygrywanych przez nich dźwięków charakterystyczny aromat iście szatańskiej siarki jest aż nadto wyczuwalny…

Mick Jagger i Keith Richards – bez których legendarna grupa Rolling Stones nigdy by nie powstała – pochodzą właśnie z Dartford w hrabstwie Kent. Obaj urodzili się w tym mieście w 1943 roku, w odstępie zaledwie pięciu miesięcy (Richards jest młodszy, choć trudno w to uwierzyć). W wieku pięciu lat bawili się razem na tym samym szkolnym boisku, ale – co ciekawe – odkryli to o wiele później, bo dopiero w 1960 roku, kiedy to „poznali się na nowo”. Do tego spotkania miało ponoć dojść przypadkiem, w pociągu, ale Keith twierdzi, że 17-letni wtedy Jagger już wówczas był postacią dość rozpoznawalną i popularną, a to dlatego, że zawsze miał najnowsze i najlepsze płyty. No i grał w zespole („Little Boy Blue and the Blue Boys”)! Niejeden młodzieniec z bliższego i dalszego sąsiedztwa zabiegał o to, by „wejść do towarzystwa” w którym obracał się Mick.

Dość jednak powiedzieć, że panowie bardzo szybko się zaprzyjaźnili i znaleźli wspólny muzyczny język. Gdy poznali perkusistę Briana Jonesa (ten dla odmiany urodził się w Cheltenham), ich los został przesądzony. Kariera Rolling Stones potoczyła się błyskawicznie, a Jagger i Richards wspinali się po szczeblach sukcesu na tyle szybko, że stał się on nie tylko ich szczęściem, ale i przekleństwem. Co z tego wynikało, domyślić się nietrudno, zatem na ciągnące się przez kilkadziesiąt lat ekscesy obu legend spuśćmy zasłonę milczenia.

Stare porzekadło głosi, że czas jest najlepszym lekarstwem na wszystko. Ta prawda potwierdza się w przypadku Stonesów: Mick i Keith są dziś (w miarę) grzecznymi starszymi panami prowadzącymi (w miarę) stateczne żywoty, a diabeł wyłazi z nich tylko na scenie. Do Jaggera w zasadzie należy się zwracać per „sir” ponieważ w 2002 roku królowa Elżbieta nadała mu tytuł rycerski za zasługi muzyczne. Richards podobnego wyróżnienia nie przyjął.

Choć dziś żaden z nich nie mieszka w swoim rodzinnym mieście, to obaj – a już na pewno Richards – od czasu do czasu wracają do Dartford pamięcią. Gitarzysta Stonesów poświęcił mu zresztą całkiem obszerny fragment swojej kontrowersyjnej autobiografii zatytułowanej po prostu „Życie” („Life”). W 2013 roku natomiast przyznał publicznie, że do dziś nie oddał książek, które jako nastolatek wypożyczył z miejskiej czytelni. „Wciąż mam zaległe grzywny sprzed około 50 lat. Muszą być teraz astronomiczne” – powiedział, a dziennikarze szybko policzyli, że powinien przekazać bibliotece przynajmniej trzy tysiące funtów za każdy z tomów.

Miasto także nie zapomniało o swoich synach: dziś znajduje się tu między innymi Centrum Micka Jaggera, w którym odbywają się różne koncerty i imprezy muzyczne, zaś część z ulic w Dartford nosi nazwy takie, jak „Cloud Close”, „Sympathy Vale”, czy „Ruby Tuesday Drive”, pochodzące od tytułów i słów utworów Rolling Stones. O „Stones Avenue” nawet nie trzeba wspominać.  

Foto: Flickr (lic. CC)

About Author