DZIEŃ KOBIET

DZIEŃ KOBIET

No i znowu przyszedł marzec. Robiąc dzisiaj zakupy w dyskoncie, który ma insekta w logo, widziałam tych Januszy inwencji, którzy do czteropaku piwa dorzucali bukiet w promocji. Ot tak, żeby tradycji 8 marca stało się zadość. O, witajcie wspomnienia PRLu, kiedy kobiety obdarzane deficytowymi produktami takimi jak mydło, papier toaletowy, kawa czy nylonowe rajtuzy oraz wątłym goździkiem lub tulipanem, dryfowały w ekstazie do domu, by sprzątać, prać i gotować w oczekiwaniu na powrót naprutego pana domu. Jak się bowiem okazywało PRL realizował równouprawnienie w praktyce. Wraz z Dniem Kobiet i mężczyźni obchodzili swoje święto, bo za każdym razem, gdy osobnik płci męskiej z najlepszymi życzeniami całował rączki pani Krysi, Zdzisi, Gieni lub Tereski otrzymywał bonus w postaci kieliszeczka wódki na jedną nóżkę. No a jak już na jedną się wypiło, to trzeba było i wypić na drugą, żeby nie kuleć. A kobiety, zachwycone tą szczodrością prezentów i miłych słów, lały od serca.

Czasy się zmieniły, a ta chęć bycia docenioną jako płeć piękna przez płeć brzydką wyrażana w kwiatach i podarunkach, nadal pozostaje żywa. Pocimy się jak możemy, żeby mu przypadkiem nie wypadło z głowy, że nadchodzi TEN dzień ( i nie mam tu na myśli okresu). Niektóre zaznaczają datę grubą kreską w kalendarzu, we wszystkich kalendarzach, znajdujących się w zasięgu wzroku partnera. Inne walą z grubej rury i przez tydzień poprzedzający nasze święto każdą rozmowę zaczynają od nieśmiertelnego „pamiętasz?”. Są takie, które dają do zrozumienia, że czegoś oczekują, zadając niewinne pytania typu „czy mamy jakieś plany na 8 marca, kotku?” Jest też grupa nieustraszonych, które walą prosto z mostu, że niedługo/za tydzień/jutro jest Dzień Kobiet i że czegoś oczekują. No i to coś im się materializuje w postaci bukietu z promocji, który kona w agonii kilka godzin po wstawieniu do wazonu.

I tak sobie dumam, czy warto. Popatrzcie na przedstawicieli rodu męskiego. Znacie osobniki, które przed Dniem Chłopaka lub Walentynkami przestępują z nóżki na nóżkę, albo spisują sobie listę życzeń prezentowych, a otrzymując skarpety strzelają focha?

Może pora Dzień Kobiet uczynić naprawdę kobiecym świętem? Przecież świętowane w starożytności matronalia były w istocie świętem kobiecej płodności i siły. Nie da się chyba ukryć, że zdychający wiecheć, wyrazicielem tej siły nie jest. A zatem może zamiast czekać na inwencję płci przeciwnej i uniknąć częstego niemiłego rozczarowania samemu sobie zorganizować najlepszy z możliwych czas dla siebie? Te bardziej niezależne z możliwościami, niech się wyrwą z rutyny, wybiorą się na masaż, do kosmetyczki, do kina, na kawę. Te, których portfel jest mniej zasobny, mogą się wybrać na spacer, spotkać z dawno niewidzianą koleżanką. Te, na których barkach spoczywa opieka nad domowym ogniskiem, niech odpuszczą sprzątanie na jedno popołudnie, dzieciom zamówią pizzę, a potem zamkną się na 20 minut w łazience ze słuchawkami w uszach i niech się trochę odchwaszczą, zrobią peeling, maseczkę z ogórka, wezmą ciepły prysznic albo kąpiel w pianie. Przeczytajcie książkę, ugotujcie coś nowego, obejrzyjcie bez wyrzutów sumienia swój ulubiony serial, poćwiczcie, oddychajcie, uśmiechnijcie się do siebie w lustrze i dzisiaj po prostu bądźcie takie, jakie zawsze chciałyście być. Doskonałe w swej niedoskonałości.

I mam jeszcze jedną prośbę. Gdy już ten entuzjazm zajmowania się sobą z was trochę opadnie, pomyślcie ciepło o innych kobietach. Nawet o tych, za którymi nie przepadacie. Przyznajcie, że wredna koleżanka z pracy jest mega dobrze zorganizowana, ciapowata krewna jest naprawdę zarąbistą matką, dziwna kuzynka, która czytuje książki na spotkaniach rodzinnych, jest typem naukowca, a nowa partnerka twojego eks ma niezłe nogi. Wzbudźcie w sobie pokłady kobiecej solidarności. Pomyślcie ciepło o swoich matkach, siostrach, kuzynkach, przyjaciółkach i znajomych, o wszystkich kobietach, które spotykacie na swojej drodze, o lekarkach, sprzedawczyniach, nauczycielkach, szefowych, policjantkach, sprzątaczkach, o rzeszach tych kobiet, które są widoczne i tych, które przebić się nie mogą. Nie wzmacniajcie stereotypów, że uczestniczki manif to niekochane zdziry, a katoliczki to zacofane i zahukane kury domowe. Niech ta kobieca siła i wsparcie w nas zacznie płynąć jak krew, niech krąży, unosi i zmienia nas i nasz świat. Bo o ten świat równości i solidarności chodziło emancypantkom i robotnicom, kiedy po raz pierwszy w 1909 roku odbyły się obchody Dnia Kobiet zapoczątkowane przez Socjalistyczną Partię Ameryki. A nie o bukiet tulipanów lub goździków.

Foto: PixaBay (lic. CC0) @BadziolTV

Kategorie: Felietony

About Author