Gabinet Looster: śpiewanie po angielsku odebrałoby nam tożsamość (WYWIAD)

Gabinet Looster: śpiewanie po angielsku odebrałoby nam tożsamość (WYWIAD)

Mieszkają w Anglii, grają po polsku, a już w marcu ukaże się ich debiutancka płyta, którą nagrali dzięki środkom zebranym na Kickstarterze. Gabinet Looster to zespół niezwykły. Z jednej strony – z powodzeniem supportują Pidżamę Porno, grają z Kultem czy Heyem, a z drugiej – uwielbiają grać na ulicach.

 

Gabinet Looster powstał w listopadzie 2011 roku w Kennington Studios w Londynie. Łączy ich pasja do muzyki, którą traktują jak „część składową wody i powietrza”. Zespół to projekt elektro-akusttyczny, którego silną częścią są autorskie teksty Adama Szczebla – wokalisty i gitarzysty. Gabinetu można posłuchać zaróno na dużych koncertach czy międzynarodowych festiwalach w UK, Polsce i Europie, ale i na ulicach Londynu, zwłaszcza pod mostem Blackfriars. W marcu 2016 roku  Gabinet Looster spędził ponad dwa tygodnie w studiu Custom 34 w Gdańsku, rejestrując swój debiutancki album. Płyta, zrealizowana między innymi dzięki funduszom pozyskanym ze zbiórki na Kickstarterze, wyjdzie w marcu. O albumie, inspiracjach i twórczości zespołu rozmawiamy z Adamem Szczeblem, wokalistą, gitarzystą, autorem tekstów i współautorem muzyki.

 

 

Spotkaliście się w Anglii, w Anglii powstał zespół, ale śpiewacie po polsku. Wprawdzie, jak wiemy, „muzyka łączy pokolenia” i narody i – jak przyznaliście w jednym z wywiadów – udaje Wam się też zdobywać serca Anglików, ale czy nie zastanawiacie się czasem, że może jednak grając w Polce mielibyście większą publiczność? Większą szansę na przebicie się i wypłynięcie na szersze wody? Mówicie, że nie zależy Wam na tym, żeby było Was widać, tylko – żeby było Was słychać. Nie macie poczucia, że wykonując piosenki po polsku, w pewnym sensie zamykacie się w jakiejś ograniczonej przestrzeni? Że może Polaków w UK – takich, którzy jakość uczestniczą w „kulturze” – jest wbrew pozorom tylko garść i że przez to za jakiś czas możecie trochę „utknąć w miejscu”, bez możliwości dalszego rozwoju?

 

W życiu pewne rzeczy dzieją się zupełnie naturalnie. Śpiewanie po angielsku odebrałoby nam tożsamość i swobodę w poruszaniu się pomiędzy słowami. Tematy poruszane w tekstach nawiązują często do spraw związanych z większą częścią naszego życia spędzoną w Polsce. Ktoś, kto nie wychowywał się w Polsce, nie zna polskiej kultury, historii kraju albo najzwyczajniej nie wie, gdzie leży Polska, nie będzie mógł w pełni zrozumieć niesionych przez nas treści. Pomimo wolnej przestrzeni do interpretacji tekstów, chcielibyśmy dotrzeć do jak największej liczby osób, nie tylko rozumiejących nasz język, ale i takich, którzy skłonni są do chwili refleksji. Czy zamykamy sobie tym samym drogę do rozwijania się? Nie wiem. Wielu polskich muzyków z powodzeniem, prowadzi swoją karierę tą właśnie drogą. Nas wyróżnia jedynie to, że mieszkamy i tworzymy poza granicami kraju. Faktem natomiast jest to, że koncertowanie i promowanie zespołu w Polsce umożliwia nam pozyskanie większej liczby odbiorców, dlatego też skupiamy się na tym, by gościć tam jak najczęściej.

 

Macie wcześniejsze doświadczenia z grania w Polsce. Jakie są różnice między „tam” a „tu” dla muzyków, jest łatwiej czy trudniej? Mam na myśli takie „przyziemne” sprawy, jak na przykład: dostęp do sprzętu, klubów, traktowanie muzyków na przykład przez managerów lokali (słynne w Polsce: „grasz za darmo, będzie „fejm”, bo dwudziestu klientów mojego pubu was pozna”) itp. itd.? Zdarzyły Wam się jakieś zabawne/kuriozalne sytuacje związane z organizacją koncertów?

 

Zasady organizacji koncertów specjalnie się nie różnią. Z racji tego, że Londyn jest sporym miastem z bardzo ciekawą historią muzyczną znaną na cały świat, to jest zaletą samą w sobie. Ludzie uwielbiają tu muzykę na żywo i jest to częścią ich układu krążenia. :)
Co do dostępności do sprzętu muzycznego, myślę że to już czasy przeszłe, kiedy w Polsce było ciężko coś ogarnąć i jedyne ograniczenia, jakie mi przychodzą do głowy, to ograniczenia finansowe.

 

 

 

Czy środowisko polskich muzyków, zespołów w Anglii jest duże? Jest raczej rywalizacja czy raczej współpraca i wsparcie?
Na tyle małe, że wszyscy się znają. :) Mamy obraz jedynie Londynu i jego okolic. Podczas organizacji koncertów, prowadziliśmy poszukiwania zespołów pod kątem polskich składów, również spoza miasta, i niektóre udało nam się zaprosić do wspólnych występów. Nie dało się odczuć rywalizacji, przynajmniej tak mi się wydaje. W muzyce raczej się ludzie integrują, a jeśli są jakieś wyjątki to na podłożu personalnym, jak tam się jedno z drugim nie dogaduje. Sporo kapel, z przyczyn naturalnych, nie przetrwało. Na ich miejsce powstały nowe lub wymieszały się składy.

 

W opiniach o Waszej twórczości często pojawiają się porównania do Pidżamy Porno/Strachów na Lachy. I faktycznie, słuchając Waszych numerów, trudno się oprzeć wrażeniu, że wpływy „Grabaża et consortes” są spore. Opowiedzcie trochę o waszych inspiracjach – i tych w warstwie muzycznej, i tekstowej.

 

Każdy z nas ma swoją historię muzyczną. Choć słuchamy różnych zespołów, częściej się przecinają wspólne mianowniki, na których część z nas się wychowała i bazuje do tej pory. Ja dość długo byłem zawieszony w próżni. W wieku 16 lat, przeżyłem swojego rodzaju transformację, której owocem jest moje dzisiejsze muzyczne ja. :) Korzenie mam punkrockowe i to była baza wyjściowa. Potem zacząłem się mocno interesować reggae i pogodziłem te dwie planety ze sobą. :)  Co do Pidżamy, porównań jest wiele, ale sam nie wiem, czy się cieszyć tym czy martwić, kiedy Grabaż mówi sam o sobie, że nie potrafi śpiewać. :) W każdym razie takie kapele jak Kult, Pidżama czy T.Love sprowokowały mnie do grania i śpiewania. :)

 

To chyba znów będzie w jakimś sensie nawiązanie do Grabaża, ale… :) „Walczycie” o coś? To znaczy, czy Waszej twórczości przyświeca jakiś „większy cel”? Są zespoły „dla grania” i są zespoły „zaangażowane”. Jacy jesteście Wy? I dlaczego?

 

Czy „walczymy”? Celem jest dotarcie do każdego z osobna, bo tu się zaczyna wszystko. Świadomość, zdolność obserwacji i chęć poznawania oraz otwierania się na innych jest kluczem do zmian. Jednak najpierw potrzebna jest zmiana myślenia. Jest też element bardziej egoistyczny, w którym spełniamy się wszyscy w tym co robimy. Kochamy grać i być razem. Zatrzymujemy wtedy czas, odcinając się od trosk i zmartwień. Dla każdego z nas muzyka jest częścią składową wody i powietrza, dzięki której żyjemy i wyrażamy emocje.

 

Co robicie poza muzyką? Pospowiadajcie się trochę, ludzie lubią wiedzieć takie rzeczy. W końcu nie bez powodu „Pudelek” i inne tabloidy mają tylu czytelników. :) Biegają już za Wami paparazzi? Rzesza wiernych groupies? ;)
Wszyscy na co dzień pracujemy. Każdy w co prawda innej branży. Na nasze szczęście są to zajęcia, które nie kolidują z regularnym spotykaniem się na próbach. Z wyjazdami na koncerty musimy jednak iść na kompromisy.
Dzięki temu, że Piotr ma prace w magazynie, który połączony jest z biurem znajdującym się w industrialnej części Wimbledon, zaadaptowaliśmy jedno z pomieszczeń na salę prób, więc po godzinach pracy możemy hałasować do woli. :) Poza tym, każdy z nas wolne chwile poświęca bliskim i swoim pasjom. Choć nie jest to łatwe, staramy się jak tylko możemy, by godzić to z muzyką.

 

W marcu ma się ukazać wasza debiutancka płyta. W ramach kampanii na Kickstarterze zebraliście sporo ponad potrzebną kwotę, czyli fani dopisali. Gratulacje! W opisie zbiórki napisaliście, że płytę nagraliście w studiu w Gdańsku i że było dla Was bardzo ważne, żeby zrobić to właśnie w Polsce. Dalej piszecie, że brakuje Wam Polski, to zrozumiałe. Ale czy „zamknięci na dwa tygodnie, odcięci od świata, od codzienności, od rzeczywistości” (cytat z opisu kampanii) mieliście szansę znów tę Polskę „poczuć”? Czy macie wrażenie, że to, że materiał zarejestrowaliście w Polsce tak bardzo wpłynęło na charakter tej płyty? W końcu przecież wielu polskich wykonawców niemal za „punkt honoru” stawia sobie nagranie płyty w Londynie, bo „brzmienie”, bo „producenci”, bo… Dużo tych „bo” by się uzbierało. Jak to było z Wami?

 

Dzięki. Rzeczywiście nie spodziewaliśmy się takiego obrotu sprawy. Ułatwi nam to z pewnością pokrycie kosztów związanych z wydaniem płyty. W Londynie nagraliśmy pierwsze demo. Uznaliśmy jednak, że trzeba będzie w przyszłości, pomyśleć o miejscu na nagranie pierwszej płyty, bo z nagrań nie byliśmy zadowoleni. Kiedy Tomek Likus został menadżerem zespołu, wszystko nabrało kolorów i nowych pomysłów. Między innymi wyjazd do Polski na pierwsze profesjonalne nagrania. Dlaczego chcieliśmy nagrywać w Polsce? Dla atmosfery zwłaszcza. Chcieliśmy być bliżej tego o czym śpiewamy i za czym tęsknimy. Z racji tego, że pojechaliśmy tam z doświadczeniem studyjnym miernym, przechodzącym czasem w naciąganą tróję na szynach, zależało nam też na komunikacji w ojczystym języku. Fakt, że doradzono nam na miejscu, by stworzyć pewnego rodzaju przestrzeń, w której skupimy się wyłącznie na nagraniach, nie odebrał nam prawa do wyjścia na zewnątrz. Chodzi głównie o to, że podczas nagrań musisz tam być obecny nie tylko fizycznie. Jeśli ktoś jest w kiepskiej kondycji psychicznej, obciążony zmartwieniami i osobistymi tragediami, w połączeniu z niekończącymi się rozmowami przez telefon, marnuje w studio czas, nie tylko swój, ale i swoich kolegów. Dlatego atmosfera podczas nagrań jest taka ważna. Mieliśmy jak najbardziej czas, na poznanie uroków Trójmiasta, jednak w studio czuliśmy się najlepiej.

 

Zdaje się, że sporo graliście „na ulicach”. Teraz będzie płyta, supportujecie, nie pierwszy raz, Pidżamę Porno, dalej będzie Was można od czasu do czasu posłuchać pod którymś londyńskim mostem?

 

Granie na ulicy jest nieodłączną częścią, naszej przygody z muzyką. To zupełnie inna przestrzeń rządząca się własnymi prawami.
Dawanie siebie daje nam prawdziwą radość. Jest w tym jakaś magia, a energia, która oddajemy, wraca z podwójną siłą, w dobrych słowach, gestach i uśmiechach przypadkowo poznanych ludzi, dla których nie liczy się, skąd przebywamy i dlaczego nie śpiewamy po angielsku. Ważna jest tylko muzyka i tworząca się w okół niej energia.

 

Na koniec nie może zabraknąć „klasyka”, więc ostatnie pytanie: co dalej? Jakie plany na przyszłość i… czego Wam życzyć?

 

Czego Nam życzyć? Żeby to szczęście, które już mamy, nigdy nas nie opuściło! Skupiamy się teraz, na wydaniu debiutanckiej płyty. W międzyczasie koncertujmy i pracujemy nad nowym materiałem, który będzie podstawą do nagrania drugiego albumu.
Pozdrawiamy wszystkich serdecznie!

 

 

 

Kategorie: Muzyka, TopMejt Poleca

About Author