Goło i wesoło, czyli miejski atak suchoklatesów

Goło i wesoło, czyli miejski atak suchoklatesów

Wakacje w pełni, słoneczko świeci, rekordowe upały wprawdzie nas jeszcze nie dopadły, ale ponoć to lato ma należeć do najgorętszych – więc jeszcze wszystko przed nami. Wysoka temperatura zachęca do zrzucania ubrań. Ale, Panowie, pod żadnym pozorem nie chodzimy z nagim torsem!

Moda męska się zmienia i zasady społecznego współżycia też. Dziś nie musimy trzymać się sztywnych zasad klasycznej elegancji, a i w sferze obyczajowej wolno nam o wiele więcej niż jeszcze naszym ojcom czy dziadkom. O dżentelmenach z XIX czy początków XX wieku nie wspominając. Są jednak pewne żelazne zasady i granice, których przekraczać po prostu nie wolno. I tak, jak prawdziwemu mężczyźnie nie przystoi używanie wulgaryzmów (choć to niestety już stało się normą, na którą nawet nie zwracamy uwagi), tak samo nie wypada świecić „gołą klatą” w miejscu publicznym.

Jakiś czas temu Piotr Weltrowski, publicysta jednego z trójmiejskich portali, popełnił krótki felieton na ten temat. Pod tekstem rozgorzała dyskusja, w której w niewybrednych słowach zarzucono mu – delikatnie mówiąc – bigoterię, „sztywniactwo” i hipokryzję („bo nie przeszkadzają geje, ale mężczyzna bez koszulki tak”). Cóż, z takimi komentarzami dyskutować trudno. Wybaczcie Panowie to niskich lotów porównanie, ale małpie, która uwierzy, że jest człowiekiem, nie da się wytłumaczyć, że jest małpą. Tym bardziej, że nie rozumie, co się do niej mówi.

Warto natomiast przestrzec, że spacerowanie po ulicy czy między sklepowymi alejkami z koszulką beztrosko przewieszoną przez ramię i nagim torsem, jest zwyczajnie nieeleganckie, niekulturalne i daje wyraźny sygnał: „jestem niedojrzały i nie mam za grosz szacunku dla innych”. Gwarantuję wam też Panowie jedno: nawet muskularna klata i kaloryfer na brzuchu nie zrobi w takiej sytuacji dobrego wrażenia na żadnej kobiecie. Co najwyżej, wywoła uśmiech politowania.

No dobrze, powie ktoś, a co mam zrobić, kiedy naprawdę upał doskwiera, pot leje się strumieniami i trudno wytrzymać? Odpowiadam: na pewno nie zdejmować koszulki. Nietrudno zrozumieć dyskomfort odczuwany przez wystawione na gorące słońce ciało odziane w poliestrowy t-shirt z Primarku, z logotypem firmy na „U”. Można jednak inaczej. I można przy tym zrobić lepsze wrażenie nie tylko na dziewczynach, ale i na innych facetach, którzy chcieliby świetnie wyglądać.

To, że mimo ogromnego upału można się ubrać elegancko i komfortowo udowodnili już wiele lat temu Anglicy, którzy – tak, to niechlubny okres w dziejach – kolonizowali Indie. Typowy strój tropikalny zapewniał nie tylko ochronę przed ugryzieniami insektów, ale też przed wysoką temperaturą i potencjalnym udarem słonecznym!

Dziś w takim wdzianku wyglądalibyśmy po prostu śmiesznie, co nie znaczy, że nie mamy pod ręką całej gamy innych rozwiązań.

Łukasz Kielban, autor poczytnego bloga „Czas Gentlemanów”, radzi między innymi, by postawić na tkaniny o otwartym splocie oraz nieśmiertelny len – lekki, przewiewny i (paradoksalnie) dzięki łatwo powstającym zagnieceniom dodający mężczyźnie swobodnego uroku. Jego zdaniem doskonale sprawdzi się też bawełna „oksford” i „royal oksford” – cienka i o delikatnym splocie.

Roman „Szarmant” Zaczkiewicz także poleca ubrania z lnu, ale przypomina dodatkowo o nakryciu głowy. Zamiast – będącej niestety przekleństwem współczesności czapki z daszkiem („bejsbolówki”, która i tak nie pasuje do żadnego stroju, poza flanelową koszulą amerykańskiego drwala albo kierowcy ciężarówki) – „Szarmant” proponuje lekkie i eleganckie kapelusze z sizalu. Jak pisze – „Nigdy wcześniej o nim nie słyszałem. Materiał okazał się strzałem w dziesiątkę. Kapelusz z sizalu jest tak lekki, że w ogóle nie czuję go na głowie.”. Takie nakrycie głowy bez wątpienia za to doskonale chroni przed promieniami słonecznymi i – w odpowiednim zestawie – dodaje klasy noszącemu je mężczyźnie.

Gentleman w kapeluszu

Jak widać więc – możliwości jest sporo i nawet w największy upał prawdziwy mężczyzna może ubrać się elegancko i jednocześnie wygodnie. Z „gołą klatą” paradować oczywiście nikt nikomu nie zabroni, ale miejsc, w których można tak robić jest niewiele. A tak naprawdę tylko jedno: plaża.

W każdej innej sytuacji to – excuzes-moi my gentlemen – zwyczajne „buractwo”.

foto: Andy Hay (Flickr/lic. CC), Elvln (Flickr/lic. CC)

Kategorie: Dżentelmeneria

About Author

Napisz komentarz

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*