Katolik nieprzystający

Katolik nieprzystający

Dziś o zagadnieniu, który moim zdaniem w społeczeństwie polskim jest tematem tabu. Dziś o wierze i katolickim nakazie kościelnego praktykowania. Chodzicie na msze?

Ja nigdy nie wytrzymuję w Kościele zbyt długo. Co jakiś czas zbieram się i postanawiam chodzić na niedzielne msze. Niestety. Zwykle około drugiego, trzeciego razu mówię stop i tyle mnie tam widzieli na kolejne kilka lat. Myślicie, że przechodzę nad tym do porządku dziennego? Otóż NIE. Fakt ten zajmuje moje myśli niemal codziennie. Powoduje wyrzuty sumienia, czasem bunt, a niekiedy płacz.

Niestety, ​Bóg nie obdarzył mnie łaską wiary, za to sporym dystansem do życia, a co za tym idzie także do instytucji Kościoła. Ja nie mogę słuchać tego, co księża z ambony wygadują. To takie zaściankowe i ograniczone. Kiedy po całym tygodniu zmagań ze sprawami codziennymi idę do Kościoła, to po co idę? Po wsparcie. Po siły. Po otuchę. A co dostaję? Po łbie. Wytyka mi się, że jestem zła, grzeszna, niedoskonała. Jestem i co? Gdzie mam podładować baterie? Religia powinna mnie uskrzydlać, a tym czasem ogranicza. Lub raczej ogranicza mnie, to, co wtykają mi księża. Rzadko słyszę w Kościele słowa otuchy. Nawet jeśli, to nie brzmią dla mnie wiarygodnie.

Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że Kościół to instytucja. Urząd, który ma strategię działania, jak każda inna organizacja. Potwierdza to współczesność i historia. Nie wspomnę już o dobrach materialnych. Instytucja skostniała, nie nadążająca za współczesnym rozwojem i świadomością społeczną. Księża to ludzie oderwani od realiów życia. Od prawdziwych problemów, z którymi zmagamy się na co dzień. Nie mają rodzin, nie chodzą do pracy, nie wiedzą, co znaczy brak funduszy na życie, chore dziecko, pijący mąż, dojrzewający odrostek nadużywający narkotyków czy alkoholu. Litania do nieba w sprawie nawrócenia dziecka ze złej drogi to szczytna idea, ale czy realnie pomoże? Są księża, którzy nie ochrzczą ci dziecka, nie dopuszczą do Komunii, bo jesteś samotnym rodzicem, lub żyjesz w konkubinacie. Ciekawa jestem, czy Jezus postąpiłby tak samo.

Dlaczego Papież Franciszek jest lepszy od Jana Pawła II?

Dlatego uważam, że papież Franciszek jest lepszy od JP II, nie ujmując niczego Polakowi. Był to wspaniały przywódca, człowiek dla mnie kryształowy, za którym na prawdę stoi Bóg. Ale to Franciszek ochrzcił dziecko samotnej matce, która pragnęła poświęcić potomka Bogu. To on apeluje o opiekę Kościoła nad samotnymi rodzicami, rozwodnikami, osobami, które po raz drugi weszły w związek małżeński. Dlaczego odmawia się im sakramentów, kara się ich dzieci, za to, że im w życiu nie wyszło? Dlaczego nakazuje im ascezę? Zabrania się miłości, prawa do szczęścia?

Szczerze, nie wierzę, że Wszechmogący jest tak MAŁOSTKOWY, żeby karać za to piekłem. W końcu, to on zsyła na nas doświadczenia.

Brakuje w naszych Kościołach ludzi z powołaniem. Ludzi głoszących prawdziwe dobrą nowinę, dających słowem otuchę, siły, wiarę, że to wszystko ma sens. Jedynie w środowiskach akademickich i na spotkaniach młodzieży ta wiara jest żywa. Gdzie jest prawdziwy Kościół dla dorosłych, do którego pójdę z potrzeby serca, a nie z obowiązku? Umiem od siebie wymagać. Nie boję się poodejmować wyzwań. To, że Kościół do tego zachęca, nie jest dla mnie przeszkodą. Istotne jest to, że nie dodaje mi otuchy.

Nie obraziłam się na Boga. Więcej. Wierzę, że kieruje moim życiem. Kiedy pisałam o “kosmosie” w felietonie o kwestii podejścia do życia, myślałam właśnie o Bogu. Niechodzenie do Kościoła nie wyklucza, moim zdaniem wiary w Niego.

Dlaczego uważam, że mówienie o tym jest tabu, a felieton na temat wiary jest trudny do napisania? Dlatego, że w katolickim społeczeństwie, nikt nie chce przyznać się głośno do wątpliwości, które są niewygodne, niepoprawne, społecznie nieakceptowalne. Ludziom zdaje się, że Komunia przyjęta co tydzień, na obowiązkowej mszy niedzielnej załatwia ich katolickie powinności. Uwalnia od dobrego chrześcijańskiego postępowania. Nie wykupimy sobie nieba, cotygodniową składką na tacę, a dobrym życiem i miłością bliźniego. Jak jest na co dzień – sami wiecie.

Pytanie o to czy praktykuję wywołuje wstyd i poczucie winy. Sprany mózg. Opium dla mas. Myślicie, że dałam upust wątpliwościom i sprawa jest zakończona? Nie. Nigdy nie będzie, aż nie umrę i się prawdy nie dowiem. Nie chodzę do Kościoła, ale mój Anioł Stróż nie jest bezrobotny. Codziennie z nim gadam. I nie dowiem się, na razie, czy ten felieton jest wyrazem zwykłych ludzkich wątpliwości, czy zło przeze mnie przemawia. Nie dowiem się także, co sam Bóg o tym myśli. Póki co.

 

Do napisania.

Ps: Jeśli uraziłam czyjeś uczucia religijne, to sorry. Takie jest moje zdanie w tej sprawie. Niepoprawne politycznie.

Foto: Flickr (lic. CC)

About Author

Komentarze

  1. Wieslawa
    Wieslawa 11 sierpnia, 2015, 11:30

    Ja juz nie chodze I nie mam poczucia winy.Kosciol juz niewiele ma wspolnego z Bogiem

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. dz
    dz 10 marca, 2017, 13:22

    Nie wierzę w ksiedza. Czy to oznacza , że nie wierzę w Boga? :)

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*