Matka singielka

Matka singielka

Będąc samotną matką czasem muszę zmagać się z tysiącami spraw i milionami wyborów. Nie mam nikogo, kto choć na chwilę uwolniłby mnie od tym codziennych zmagań. Los zmusił mnie do stania na posterunku dniem i nocą, czujna i gotowa. Mimo deszczu i za dużego hełmu walczę jak lwica o swoje dzieci, których widok wynagradza wszelki ból. Jednak presja otoczenia i stereotypy dają mi w kość. Ciężko jest znaleźć mężczyznę, który na wieść o moim słodkim bagażu nie uciekłby z krzykiem. Rzadko mam drugą szansę, a kolejna randka to przywilej.

A przecież nie jestem trędowata! Czy w dzisiejszych czasach tylko dziewice mają branie? Hmmm…. Samotne matki, klasa II na rynku miłości. Takie królewny z second-hand’u, niby fajne, ale mają te, no wiesz dzieci. A przecież dziecko też człowiek i musi mieć ojca! Ojciec, gdzie jesteś?

A czas leci i jest coraz gorzej. Nabieram swoich kawalerskich przyzwyczajeń, tworzę z dziećmi bajkowy świat, w którym książę ma 5 lat i wciąż mleczne zęby. To mój obrońca i pocieszyciel. Wychowuję go po kobiecemu, bo inaczej nie umiem. Jestem matko-ojcem, z przewagą matki, bo niby jak mam zapuścić jaja? Dziś trudno o zdrowy komplet … w modzie są wysublimowane wydmuszki. Brak prawdziwego wzorca, który mogłabym wyciąć  z gazety i powiesić na lodówce.

Tak więc sama składam meble z Ikei, wymieniam olej w samochodzie i uświadamiam syna. Kiedyś on zostanie ojcem, a ja będę modlić się o niego i pilnować, żeby nie zboczył z tej ścieżki ojcostwa, bo wiem jak bardzo brakowało mu kogoś, kto nauczyłby go sztuki golenia.

Foto: Flickr (lic. CC)

About Author