O matko, ta dziewczyna wygląda O-BRZY-DLI-WIE!

O matko, ta dziewczyna wygląda O-BRZY-DLI-WIE!

Jak można chodzić z taką szpachlą na twarzy? Ile ona nakłada na ryj? Przecież wystarczy kilka minut, a cała tapeta jej spłynie. Nie wiem, komu ona się może podobać. Chyba tylko amatorom tanich plastików.

Policzmy to: baza pod makijaż, korektor punktowy, podkład, bronzer do konturowania, znowu podkład, rozświetlacz, puder i róż. Osiem warstw!

 

Co się dzieje z tym światem? Czy naprawdę taka tapeciara może się komuś podobać? Rany, wyobraźcie sobie, że lądujecie z nią w łóżku po imprezie, budzicie się rano i co? I ZONK! Laska jest nie do poznania. Z wymalowanej dziuni robi się panda z rozmazanymi cieniami i spływającym tuszem.

Ludzie, nauczcie się wreszcie, że makijaż powinien jedynie podkreślać PRAWDZIWĄ urodę. Tapeta nie może być drugą twarzą. Make up to nie charakteryzacja. Przecież najpiękniejsze jest to, co naturalne, prawda?

Chociaż…

Niedelikatny, mocno przerysowany wstęp miał być wabikiem – sposobem na to, aby jak najwięcej osób obejrzało film przygotowany przez blogerkę posługującą się nickiem My Pale Skin.

Ta piękna dziewczyna ma cerę – umówmy się – problematyczną. Trzy miesiące temu zaczęła publikować na profilach w mediach społecznościowych zdjęcia swojej twarzy bez makijażu. Fotografie skomentowało łącznie ponad 100 tysięcy osób. Na blogerkę spłynęła fala krytyki. Komentowano to, jak wygląda. I nie przebierano w słowach. „Jesteś obrzydliwa”, „jej twarz jest taka brzydka”, „straszne” – to tylko mocno ocenzurowany wybór z gigantycznej ilości negatywnych komentarzy. A dokładniej – opinii, które stały się podstawą eksperymentu bezlitośnie obnażającego to, jak postrzegamy piękno.

Kiedy Internautów oceniających wygląd The Pale Skin potraktujemy jako grupę reprezentującą tok myślenia całego społeczeństwa – wyjdzie na to, że cierpimy na zbiorową schizofrenię. W najlepszym wypadku. Bo jeśli fakt, że komentatorzy zawsze, niezależnie od wszystkiego krytykowali blogerkę nie  jest przejawem estetycznego rozdwojenia jaźni, diagnoza może być o wiele poważniejsza i wskazywać na chroniczną głupotę, nieuleczalny „hejt” i wrodzony brak empatii.

To co? Wolimy estetyczną schizofrenię czy przyznajemy się do tego, że mamy skłonność do leczenia własnych kompleksów cudzym kosztem? A może zwalamy wszystko na media, „fotoszopy”, filtry na Instagramie i współczesne, wyśrubowane standardy piękna, którym nikt nie jest w stanie sprostać?

Foto: YouTube (print screen)

About Author