Święta – bojkotować czy nie bojkotować? Oto jest pytanie?

Święta – bojkotować czy nie bojkotować? Oto jest pytanie?

Kurcze. Do Świąt pozostało już niewiele, a we mnie brak tej wewnętrznej radości i ducha bożonarodzeniowego. Może bierze się to z tego, że wciąż tylko MUSZĘ jeszcze umyć okna, wypucować podłogę. Do tego TRZEBA zaplanować Wigilię, popakować prezenty i ubrać choinkę. Zupełnie brak tu miejsca na to, czego ja CHCĘ. A czego ja chcę? Przede wszystkim świętego spokoju!

Spokoju, ciszy i samotności. Zamknąć się w pustelni na kilka dni: wyspać, odpocząć i pomyśleć o nadchodzącym roku. Chwila refleksji, zwolnienie tempa i ucieczka od ogólnego szaleństwa polityczno-konsumpcyjnego. Zatrzymać się i zadumać nad tym, co było, a co mnie jeszcze czeka. Co zmienić, a co poprawić. Komu podziękować, a komu dać jeszcze jedna szanse… Być czy mieć?

Koniec roku to zwyczajowe zamykanie starych spraw, rozrachunek ze światem i wgląd we własną duszę. Czas na zrobienie rachunku sumienia.

Tyle w praktyce, a co w teorii? Szał, pośpiech i wieczny brak pieniędzy. Więcej, głośniej i szybciej. Doba okazuje się za krótka, ale zawsze można mniej zjeść lub krócej pospać. Na łeb na szyję znosimy wszystko do domu, aby 24 grudnia zasiąść wspólnie do wieczerzy. Wściekli, zmęczeni, ale razem. Często jest to jedyna okazja na zobaczenie się z dalszą i bliższą rodziną. A różnie z tym bywa… Jedni się uśmiechają i z udawanym zainteresowaniem pytają o zdrowie kuzynów. Inni bojkotują Święta i wyjeżdżają do ciepłych krajów. Na przekór tradycji i rodzinie, która ze zgorszeniem przegląda zdjęcia z Wigilii w tropikach.

Święta utaplane w pocie i łzach kobiet targających siaty z prowiantem, w zniesmaczeniu panów, którzy zamknięci w łazience próbują siłą woli zabić karpia. Instynkt nam dawno zszedł na psy…

Czy umiemy się jeszcze cieszyć z pomarańczy na Święta? Dzieci wychowane w dobrobycie nic poniżej 200 zł nie zaakceptują. Dziś miernikiem jest aktualny trend i ewentualna ‘siara’ w towarzystwie. Starych też to nie omija: tańczą, gotują i biegają tak, jak im reklamy ‘zagrają’. A potem kredyt na następny rok. Ot, przypomnienie poprzednich Świąt na comiesięcznym wyciągu z banku. Jednak trzeba mieć, bo wypada. Akceptacja zaczyna się od określonych środków na koncie i z odpowiednim poziomem wody w przydomowym basenie.

I zrobiło się komercyjnie. A ja wciąż wspominam radość z pierwszej ‘rumuńskiej barbie’, którą dostałam od mamy, zapachu pomarańczy i ciężko zdobytej czekolady. I za tym tęsknię – czystą, naiwną radością!

Jak to jest, ze człowiek biedny docenia małe rzeczy? Cieszy się ze zdrowia i pomyślności danej nam przez Tego, w którego właśnie wierzymy. Każdy poranek jest powodem do radości i modlitwy dziękczynnej za kolejny dzień i szansę na lepsze jutro.

Brak nam pokory, a puste miejsce po duchowości wypełniły nikomu niepotrzebne graty. Trumna nie ma kieszeni… O przepraszam, wszystko ma dziś swoja cenę. Dobrze zapłacisz, a będzie nawet z plecaczkiem.

About Author

Napisz komentarz

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*