Ważne ostrzeżenie dla Internautów. Tych serwisów lepiej unikaj

Ważne ostrzeżenie dla Internautów. Tych serwisów lepiej unikaj

Chociaż większość rynku internetowego handlu opanowały portale aukcyjne, to przecież typowe ogłoszenia mają się wciąż doskonale. Co więcej, dla wielu emigrantów polskie serwisy ogłoszeniowe stały się źródłem całkiem przyjemnego dodatkowego dochodu. UOKiK przestrzega: zamiast zarobić – możemy bardzo dużo stracić!

OLX (dawniej Tablica.pl), gratka.pl, anonse.com – to jedne z najpopularniejszych stron z drobnymi ogłoszeniami. W pogoni za potencjalnym kupcem – auta, motocykla, kosmetyków czy zabawek z UK – często jednak szukamy dodatkowych możliwości. Okazuje się, że choć internetowych „tablic ogłoszeniowych” jest prawdziwe zatrzęsienie, to od wielu bezpieczniej będzie trzymać się z daleka. Bezpieczniej, przede wszystkim, dla portfela.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przyjrzał się ostatnio rynkowi anonsów. W efekcie wydane zostało publiczne ostrzeżenie dla klientów portali ogłoszeniowych (KLIK!). Co więcej, choć możliwość przestrzegania przed działalnością nieuczciwych przedsiębiorców UOKiK ma już od roku, to skorzystał z niego po raz pierwszy. Mówiąc krótko: wesoło nie jest!

W komunikacje opublikowanym 4 stycznia Urząd wymienia następujące serwisy ogłoszeniowe:

ale-gratka.pl (uwaga: nie mylić z alegratka.pl, należącym do zupełnie innej firmy)
bez-posrednikow.pl
ofertynet.com.pl
ale-gratka.com
alegratka.eu
top-gratka.pl

Wszystkie te strony należą do tej samej firmy: Invest-Net Braniewski Tomasz. Schemat ich działania jest podobny – ogłoszeniodawcy kuszeni są możliwością dodawania darmowych ogłoszeń w trakcie bezpłatnego, 3-miesięcznego okresu testowego. Nie są jednak informowani o tym, że po jego upłynięciu automatycznie naliczana jest opłata za korzystanie z serwisu, o ile wcześniej nie doszło do odstąpienia od umowy. Tyle tylko, że – jak podkreślają urzędnicy UOKiK – wymówienie umowy jest niemal niewykonalne, bowiem w regulaminie zawarto zapis o „okresie wypowiedzenia” wynoszącym od 1 do 3 miesięcy. W praktyce zatem oznacza to, że w większości przypadków nie da się zrezygnować z umowy przed zakończeniem wspomnianego okresu testowego.

W takim działaniu nie ma jeszcze niczego specjalnie nagannego. Problem polega natomiast na czym innym. Otóż firma Braniewskiego nie informuje o tym, że decyzja o skorzystaniu z okresu próbnego oznacza jednocześnie podpisanie umowy i rozpoczęcie automatycznego naliczania opłat po jego upływie. A te nie są małe. Za jeden miesiąc korzystania z któregoś z wymienionych wyżej serwisów trzeba zapłacić aż 500 złotych, o co Invest-Net skrupulatnie zabiega wysyłając do wyprowadzonych na manowce klientów groźne wyglądające wezwania zapłaty.

Pamiętajmy jednak, by nie dać się zastraszyć. Jak informuje UOKiK – „Wezwania skierowane przez Tomasza Braniewskiego w większości przypadków nie mają jednak mocy prawnej, bowiem skuteczne zawarcie umowy przez internet następuje jedynie w sytuacji, gdy przycisk służący do zgłoszenia zamówienia opatrzony jest jednoznaczną informacją o tym, że zawierana umowa będzie odpłatna”.

Takiej informacji na prowadzonych przez firmę Braniewskiego stronach jednak nie ma. Wśród poważnych „grzechów” przedsiębiorcy Urząd wymienia także zastrzeżenie możliwości rezygnacji z usługi wyłącznie z zachowaniem ustalonego okresu wypowiedzenia (co jest warunkiem w tym wypadku niedozwolonym) oraz inne zaniedbania informacyjne: brak nazwy firmy, brak szczegółowych danych o kosztach, czasie trwania i dopuszczalnych powodach wypowiedzenia umowy oraz brak dochowania obowiązku potwierdzenia zawarcia umowy (choćby poprzez e-mail lub SMS).

Działalność firmy Invest-Net Tomasza Braniewskiego bez wątpienia rzuciła długi i ciemny cień na całą branżę ogłoszeniową w Polsce. Nie to jest jednak najważniejsze.

Wielu z nas przecież sprzedaje za pośrednictwem polskich anonsów towary z Wielkiej Brytanii – elektronikę, artykuły spożywcze, ubrania, a czasem nawet samochody. Zasada jest prosta: im więcej ogłoszeń zamieścimy, tym większa szansa na szybką sprzedaż. Tymczasem zamiast zyskać, możemy sporo stracić.

Tym bardziej, że choć – zdaniem UOKiK – większość wysyłanych przez Braniewskiego wezwań do zapłaty nie ma żadnej mocy prawnej, to możemy być pewni, że w przypadku braku płatności zostaną one złożone (wraz z wnioskami o wydanie nakazu zapłaty) w polskim sądzie elektronicznym. Niestety, według licznych doniesień prasowych e-sąd jednak zwykle w ogóle nie bada ani zasadności roszczenia, ani jego zgodności z prawem, w efekcie nadając bezprawnemu wezwaniu pełne umocowanie prawne. A wtedy na scenę może wkroczyć komornik…

Foto: Flickr (lic. CC)

About Author