WYWIAD: „Zależało nam na uchwyceniu tego, co za jakiś czas przeminie” – Cząstka Podlasia

WYWIAD: „Zależało nam na uchwyceniu tego, co za jakiś czas przeminie” – Cząstka Podlasia

 

Wielokrotne projekcje w kinach 22 dużych i mniejszych miast Polski, komplet widzów podczas każdego seansu, bilety, które rozchodzą się w ciągu godziny. Około 8500 polubień na facebooku. Dwa zwiastuny na kanale YouTube, które miały łącznie ponad 180500 odsłon. O co chodzi? O krótkometrażowy film dokumentalny Cząstka Podlasia.

Od kilku miesięcy w polskim kinie dokumentalnym trwa spore zamieszanie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, Polacy robią dobre kino, gdyby nie fakt, że film jest niezależną produkcją nieznanych twórców. Powstał ze środków prywatnych, bez reklamy i promocji, bez wsparcia liczącego się dystrybutora. Cząstka Podlasia doczekała się stałych projekcji w cyklu Kina Konesera, w sieci kin Helios w całej Polsce. Jest wystawiana razem z innymi, nagradzanymi produkcjami, a o lata świetlne przebija je frekwencją publiczności. Warto dodać, że Marszałek Województwa Podlaskiego wysyła film na Expo do Mediolanu w ramach promocji regionu.

Troje różnych ludzi – jeden projekt.

Polska to piękny kraj, a Polacy, to ludzie wrażliwi na to piękno. Dowodem są autorzy Cząstki Podlasia. Paweł Jankowski (filmowiec), Zdzisław Folga (fotograf, filmowiec) i Marek Kubik (kompozytor, producent muzyczny) mieszkają w Łomży i Białymstoku. Na co dzień pracują przy filmowaniu ślubów.

W 2011 roku Zdzisław i Paweł postanowili zrobić coś innego, niż tylko filmy weselne. Pojechali nad biebrzańskie bagna, udokumentować nieco lokalnej przyrody. Po roku dołączył do nich muzyk, Marek Kubik i tak to się zaczęło.

Prace nad filmem trwały 3 lata. W tym czasie autorzy przebyli setki kilometrów w ponad sześćdziesięciu wyprawach, filmując najciekawsze zakątki wschodnich kresów Polski. Efektem ich działań jest niezwykły dokument-podróż ukazujący unikalność przyrodniczą, różnorodność kulturową i magię Podlasia. Film po raz pierwszy został zagrany 18 grudnia 2014 roku, w białostockim Heliosie i od razu podbił serca widzów.

O co tu chodzi?

Każdy, kto choć raz był w rejonach północno-wschodniej Polski wie, że to niezwykłe miejsce, w którym nowoczesność wielokulturowych miast przeplata się z dzikością przyrody, mistycyzmem wierzeń, religii, natury i ludzi. Kresy wschodnie, to ostatnie miejsca w Polsce, gdzie można prawdziwie poczuć się częścią natury, odpocząć, dotknąć podszewki życia. Tutaj spotkacie Krzysztofa Kawenczyńskiego, zwanego Królem Biebrzy, wielkiego miłośnika i orędownika nadbiebrzańskiej przyrody. Kawenczyński wiele lat temu uciekł od hałaśliwej Warszawy, by zamieszkać w spartańskich warunkach na Podlasiu. Chciałby, żeby po śmierci zjadły go wilki… Tutaj znajdziecie Szeptuchy, podlaskie „szamanki”, które leczą modlitwą i ziołami, a umiejętności i prastarą wiedzę przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. Tutaj zetkniecie się z prawdziwym pięknem przyrody, zaobserwujecie zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Tutaj wreszcie, szczególnie na terenach wiejskich, ludzie wciąż żyją zgodnie z rytmem przyrody, z dala od przytłaczającego pośpiechu wielkich miast. Niestety, Podlasie się wyludnia, a jego niezwykłość zatraca. Autorzy Cząstki Podlasia mówią, że w filmie chcieli uchwycić to, co z całą pewnością wkrótce przeminie.

kawenczyński

Rozmowa ze Zdzisławem Folgą fotografem, filmowcem, pomysłodawcą i współautorem Cząstki Podlasia, mieszkańcem Łomży. Pyta Sylwia Sadowska.

Sylwia Sadowska: Skąd pomysł na Cząstkę Podlasia?

Zdzisław Folga: To było w 2011 roku, podczas wspólnej roboty w Warszawie. Zaproponowałem Pawłowi (Jankowskiemu), żebyśmy pojeździli na bagna nad Biebrzę i Narew pofilmować trochę przyrody, mgieł i ptaków. Zgodził się pod warunkiem, że ja przyjadę też do niego nakręcić trochę ludzi. Pokazał mi kilka zwiastunów w jakim klimacie by to widział. Od razu wiedziałem, że to nie będzie zwykły film. Chcieliśmy oderwać się na trochę od komercyjnej pracy przy ślubach.

S.S.: Czyli, że ten film to zryw niepodległościowy od kotleta?

Z.F.: Bardzo dobrze ujęte.

A muzyk Marek Kubik? Nie od początku był z Wami?

Nie. On dołączył mniej więcej po roku.

Powstał jakiś scenariusz, plan filmowania? Czy sprawy działy się spontanicznie? W jaki sposób wybieraliście plenery?

Na początku powstało coś w rodzaju pierwszego konspektu. Trudno mówić o dokładnym scenariuszu w przypadku filmu dokumentalnego, takiego jak nasz. Rozpisaliśmy pewne rzeczy, jednak wszystko to było bardzo płynne. W trakcie prac zmieniały się koncepcje, pojawiały nowe pomysły. Czasami zadziałał przypadek i szczęście. Wiele miejsc znaliśmy. Pomagał też internet. Czasem jechaliśmy w ciemno, gubiliśmy się; jak było coś ciekawego, to nagrywaliśmy albo notowaliśmy i wracaliśmy gdy było lepsze światło, o wschodach i zachodach słońca.

Film jest dziełem niezależnym. Nie mieliście sponsora, menadżera, nakazów, zakazów. Prace nad projektem trwały trzy lata. Jak było z samodyscypliną w projekcie tak rozciągniętym w czasie? Nie goniły Was żadne terminy…

Można powiedzieć że trzy lata pracowaliśmy trochę jak w transie Wszystko kręciło się wokół filmu. Mieliśmy świadomość, że jeśli pewnych rzeczy nie uda się zrealizować teraz, to kolejna szansa będzie dopiero za rok. To mocno motywowało. Z dyscypliną problemu raczej nie było, mimo, że jakieś słabsze okresy również miewaliśmy.

Kwestia finansów. W wywiadzie dla Wyborczej powiedzieliście Panowie, że film pochłonął około pół miliona złotych, a twardych kosztów trzynaście tysięcy. Skąd pieniądze? Mieliście sponsora? Darczyńców? Czy środki własne?

Te pół miliona, które gdzieś tam padło w jednym z wywiadów to orientacyjna kwota. Jeśli mielibyśmy wycenić potrzebny sprzęt, nasz czas, pracę osób, które pomagały w realizacji… Koszty twarde czyli przejazdy, loty balonem, wynajem łodzi itp., to około trzynaście tysięcy. Te koszty pokryliśmy z własnych środków. Sponsorów czy darczyńców nie mieliśmy. Właściwie to o nich nie zabiegaliśmy. Nie chcieliśmy, żeby ktoś nas ograniczał, narzucał nam cokolwiek. Cząstka Podlasia to nasza wizja regionu, nie film promocyjny.

W ciągu ponad dwóch lat nagrań w plenerze przeszliście wiele kilometrów. Co było najtrudniejsze? Zdarzenie, które utkwiło Wam w pamięci? Jakaś anegdotka?

Przez trzy lata nagrywania pokonaliśmy autem ponad dwadzieścia dwa tysiące kilometrów. Pieszo też uzbierałoby się tego trochę. Nie liczyliśmy tego. Często przychodziło nam dźwigać po czterdzieści kilogramów sprzętu na plecach. Najtrudniej było realizować zdjęcia zimą, zwłaszcza nocą. Zdarzało się pracować przy temperaturze odczuwalnej około minus trzydzieści stopni. Sprzęt nie zawsze wytrzymywał. Zresztą my też. Ciekawych i zaskakujących zdarzeń było sporo. Jako dodatek do filmu na płycie, zamierzamy przygotować taki kilkunastominutowy dokument, gdzie postaramy się dokładnie opisać przebieg prac na filmem.

Nie baliście się żubrów?

Jakiś dreszczyk był, ale jeśli zachowa się minimum ostrożności i zna chociaż trochę biologię tych ssaków, nic groźnego nie powinno się wydarzyć.

W backstage’u widziałam, że korzystaliście z pomocy mieszkańców? Co oni na fakt kręcenia filmu? Byli pomocni?

Tak. W wielu przypadkach. Często w pierwszym momencie brano nas za geodetów, więc rozmowa zaczynała się najczęściej od pytania „A co tu mierzycie Panowie”. Poza bardzo nielicznymi wyjątkami wszyscy byli otwarci i przychylnie nastawieni.

W filmie jest dużo obrazów z powietrza. Mnie osobiście zabrakło ujęć w skali mikro. Miałam wrażenie, że film jest pocztówkowy i jakby na powierzchni, jeśli chodzi o zdjęcia. Wyszło pomnikowo. Taki był zamiar? Czy nie mam racji?

Czujemy niedosyt i nie tylko jeśli chodzi o skalę makro. Ale nie mogliśmy ciągnąć prac w nieskończoność. Wszystko robiliśmy jedynie w wolnym czasie. Zresztą trzeba było nieco „pola” zostawić dla Cząstki Podlasia dwa, mówiąc żartobliwie.

Będzie Cząstka Podlasia dwa?

Póki co, nie mamy tego w planach.

Niezwykłość ujęć przyrody, wędrówki słońca i gwiazd po niebie, płynących mgieł, chmur uzyskaliście dzięki technice poklatkowej. Na czym to polega?

Po prostu robimy pojedyncze zdjęcia w pewnych odstępach czasu, które potem łączymy w film. Dwadzieścia piec pojedynczych zdjęć na jedną sekundę filmu. Wszystko jest sterowane komputerowo, więc nasz praca w terenie ogranicza się do rozłożenia sprzętu, ustawienia kadru, zaprogramowania ruchu, interwałów. Później wciskamy start i dwie, trzy godziny wszystko samo pracuje. Dzięki tej technice można pokazać pewne zjawiska, które nie są widoczne gołym okiem.

W TV Polonia pan Paweł powiedział, że spóźniliście się z filmem jakieś dziesięć lat, że Podlasie się wyludnia. Czego Waszym zdaniem brakuje w dokumencie? Czego nie zdążyliście sfilmować? O co byłaby bogatsza projekcja, gdybyście robili nagrania dziesięć lat wcześniej?

Czego brakuje? Tętniących życiem wsi, gdzie wieczorami dorośli plotkowali przy płotach, a dzieci urządzały przeróżne zabawy. Stogów siana na Biebrzą. Tłumnych nabożeństw majowych przy kapliczkach, gwarnych targów wiejskich… Jeszcze długo można by wymieniać.

Katolicyzm, muzułmanizm, prawosławie. Podlasie to mozaika kultur i religii. Pojawiły się zarzuty, że w dokumencie brakuje ważnej kwestii – kultury żydowskiej, Tykocina, synagogi. Co Wy na to?

Zgadza się. Długo zastawialiśmy się jak zaakcentować religię żydowską, żeby podkreślić jej tylko historyczny aspekt. Pomysł pojawił się trochę zbyt późno, ale wydanie DVD będzie uzupełnione o ten właśnie wątek.

Co dalej, kiedy film już wybrzmi? Co zrobicie z energią, która urodziła się z tego przedsięwzięcia? Będzie jakaś kontynuacja? Wracacie do wesel?

Mamy nadzieję, że energię uda się spożytkować w kolejnym pomyśle. A zawodowa praca , póki co raczej się nie zmieni. Trzeba z czegoś żyć. Z takich filmów człowiek się nie utrzyma – chyba że coś się zmieni.

Kiedy DVD?

Jesień 2015. Oprócz DVD i Bluray planujemy wydać również oddzielną płytę z soundtrackiem filmu.

No właśnie. Cudna muzyka Marka Kubika. W filmie jest narratorem? Zachowuje się jak opowiadacz. Na początku powściągliwa, potem rozkręca się na całego.

Takie było założenie na początku. Nie ma w filmie klasycznego narratora, więc muzyka musiała w pewnym sensie przejąć tę rolę. Marek świetnie wyczuł nasze oczekiwania jeśli chodzi o ogólny klimat filmu i narrację. Mało tego, zaangażował do pracy na soundtrackiem całą ekipę muzyków, łącznie z kwintetem smyczkowym oraz chórem.

Michał Giorew, filmowiec z Trójmiasta we wstępie do filmu, powiedział, że Cząstka Podlasia po Samsarze, Rona Fricke’a (autor, którym inspirowali się twórct Cząstki Podlasia), przyciągnęła najliczniejszą publiczność w historii gdańskiego Kina Konesera. Skąd takie zainteresowanie? Spotkałam się z opinią, że widzowie traktują tego typu filmy jako relaksacyjne. Macie na to jakaś teorię? Orientujecie się ile osób zobaczyło dokument?

Dużo osób zadaje nam to pytanie. Teorii, póki co, żadnej nie mamy. Pokazy kinowe jeszcze trwają, więc nie mamy pełnych statystyk. Widzimy, że sale kinowe, w większości, są wypełnione po brzegi. Biorąc pod uwagę, że to tylko krótkometrażowy dokument, w dodatku niezależna produkcja nieznanych twórców, bez wsparcia liczącego się dystrybutora… To w pewnym sensie jest jakiś „ewenement” .

Możliwa jest ewentualna projekcja w Kent?

Wszystko jest możliwe :)

 Gratuluję i dziękuję za rozmowę.

 Więcej informacji na www.czastkapodlasia.pl i facebook.com/czastkapodlasia

 

 Foto: www.czastkapodlasia.pl / Facebook/czastkapodlasia

Kategorie: TopMejt Poleca, Wywiady

About Author