Z bólem gardła, bąblem i katarem. Jak pacjenci nadwyrężają A&E

Z bólem gardła, bąblem i katarem. Jak pacjenci nadwyrężają A&E

Oddziały A&E ustawowo przyjmują i leczą osoby z poważnymi obrażeniami czy uciążliwymi dolegliwościami.  Tyle w teorii, bo w praktyce –  trafiają tam pacjenci skarżący się na ból gardła, biegunkę czy osoby chcące uzyskać fachową poradę dotyczącą tego, co zrobić w przypadku ukąszenia komara. A w rankingu placówek przyjmujących najwięcej absurdalnych zgłoszeń przoduje… Medway.

Polacy są znani ze swojej ułańskiej fantazji, której dają wyraz także podczas telefonowania na numer rodzimego centrum powiadamiania ratunkowego (CPR). Dyspozytorzy znad Wisły prześcigają się w historiach o tym, jakie telefony przyszło im odbierać podczas wielogodzinnych dyżurów. Na 999 czy 112 dzwonią osoby nie tylko pijane, ale i „zapominalskie”. Telefonujący oczekują od pracownika CPR – dla przykładu –  pomocy w odzyskaniu  numeru PIN czy pragną zamówić za jego pośrednictwem smaczną pizzę. Nader często zdarza się także, że dyspozytor proszony jest o namiary na sprawdzoną taksówkę czy numer do godnego polecenia burdelu. Efekt jest łatwy do przewidzenia – nieuzasadnione telefony do CPR stanowią (w rozliczeniu ogólnopolskim) aż 45% wszystkich połączeń, a w Warszawie  poziom absurdu sięga nawet pułapu 75%. Niestety, takie lekkomyślne żarty przekładają się nie tylko na wzrost poziomu frustracji pracowników centrum powiadamiania ratunkowego. Dyspozytorzy muszą odebrać każde połączenie, a kiedy są zajęci kilkunastominutową rozmową z dowcipnym telefonującym – ktoś naprawdę potrzebujący pomocy może mieć problem z dodzwonieniem się.

Opierając się na powyższych, polskich statystykach – można by zaryzykować stwierdzenie, że w kategorii lekkomyślnego wykręcania numeru 112 jesteśmy prawdziwymi mistrzami. Nic bardziej mylnego, bo w dziedzinie nadużywania kompetencji pracowników szeroko rozumianej „służby zdrowia” przeganiają nas mieszkańcy Medway. Owszem, przeprowadzone przez NHS, zeszłoroczne badania nie wspominają o tym, jak często lokalsi chcą – za pomocą połączenia z numerem alarmowym – zamówić pizzę. Pewnym jednak jest, że oddziały A&E szturmowane są przez osoby uskarżające się na ból zęba czy katar.

szpital w Gillingham

Paluszek i główka

Jakie są wskazania do tego, aby skorzystać z pomocy pracowników A&E? Utrata przytomności, nieustępujący, silny ból czy ostry stan zaburzenia świadomości – takie objawy bezsprzecznie klasyfikują nas do tego, aby jak najszybciej stawić się na ostrym dyżurze. I to właśnie z myślą o takich, naprawdę potrzebujących pacjentach powstają oddziały A&E, choćby ten z Medway, którego pierwotną „przepustowość” zaplanowano tak, aby pracownicy placówki mogli (w ciągu roku) przyjąć około 50 tysięcy interesantów. Tych ostatnich jest jednak o dużo za dużo. A dokładniej – dwa razy więcej, niż to przewidziano.

W czerwcu 2014 roku NHS zdecydowało się przeprowadzić w Medway inspekcję. Audyt miał wykazać, skąd tak duża frekwencja pacjentów zgłaszających się do A&E. Pod lupę wzięto ostry dyżur w szpitalu Gillingham, a wyniki kontroli rzuciły nowe światło na problemy, z jakimi pacjenci zgłaszają się do specjalistów.

Średnio 25% osób przyjeżdżających do szpitala liczy na uzyskanie porady z zakresu opieki podstawowej. Tacy pacjenci uskarżają się zwykle na ból głowy, ból zęba, problemy żołądkowe czy ukąszenia owadów. Pojawiają się też prośby o wypisanie recepty. Gros z pacjentów przychodzi do A&E z dolegliwościami trwającymi kilka dni – a więc z takimi, z którymi zdecydowanie wcześniej powinni pojawić się u swojego lekarza lub zaufanego farmaceuty, który poleciłby im stosowną maść na ukąszenia czy zarekomendował syrop uśmierzający ból gardła. Co gorsze, wśród osób zwlekających z wizytą u lekarza są zarówno pacjenci uskarżający się na błahe dolegliwości (pokroju kataru czy przeziębienia leczonego legendarnym paracetamolem), jak i tacy,  którzy – na przykład w wyniku poważnego wypadku wymagającego natychmiastowej interwencji lekarza – od wielu dni cierpią z powodu silnego bólu.

Lecz się sam? Tak, w granicach rozsądku

Szefostwo NHS osobiście przebadało historię leczenia 142 pacjentów, którzy zgłosiły się w czerwcu ubiegłego roku na ostry dyżur. Aż 39% z nich zostało wypisanych ze szpitala bez zaleceń dotyczących dalszego postępowania, a przypadki 24 osób określono jako wymagające nie konsultacji specjalistów z A&E, ale (co najwyżej) wizyty u lekarze rodzinnego lub porady farmaceuty. 6 pacjentów uznało najprawdopodobniej, że czas oczekiwania na badanie jest za długi (osoby te po prostu wyszły z placówki), a zaledwie 11 z grupy analizowanej prze szefów NHS przyjęto do szpitala.

dziewczynka miala wypadek

W sumie, podczas trwającego miesiąc audytu na ostry dyżur zgłosiło się aż 8,440 pacjentów. 81% z nich zostało przebadanych w przeciągu czterech godzin (co w porównaniu z założonym, docelowym wynikiem kształtującym się na poziomie 95% jest kiepskim rezultatem). Z powodu zbyt dużej ilości pacjentów zgłaszających się z błahymi skaleczeniami, katarem czy przysłowiowym bólem palca – rekordzista liczący na uzyskanie pomocy medycznej musiał na swoją kolej czekać ponad 24 godziny.

Foto lic: (CC Flickr)

Kategorie: Wydarzenia Kent

About Author