Zielono mi! Czyli dlaczego tak lubimy Dzień św. Patryka?

Zielono mi! Czyli dlaczego tak lubimy Dzień św. Patryka?

Był Brytem, wypędził węże z Irlandii, namawiał do świętowania Wielkanocy przez odpalanie fajerwerków i potrafił ochrzcić setki ludzi za jednym podejściem. Kim był św. Patryk i dlaczego z taką pompą obchodzimy rocznicę jego… śmierci?

17 marca zielono robi się nie tylko w Irlandii, ale i w Anglii, Nowym Jorku, Holandii czy Niemczech. Dlaczego? Cóż, trudno odmówić sobie udziału w święcie, podczas którego niemal obowiązkowe jest wychylenie kilku szklaneczek whisky czy kufli Guinnessa. Ale w Dniu świętego Patryka nie tylko o dobrą zabawę chodzi.

Kim był święty Patryk?

Jak to się stało, że Irlandczycy przyjęli na swojego patrona Bryta? Cóż, życie świętego ma dla mieszkańców Zielonej Wyspy wymiar symboliczny i przypomina dzieje samej Irlandii.

Przyszły święty urodził się w 358 roku w Taberni, która wówczas należała do Cesarstwa rzymskiego. Ojciec Patryka był urzędnikiem oraz (później) diakonem i zadbał o to, aby jego syn został ochrzczony.
Gdy Patryk miał 16 lat, został porwany przez korsarzy, a następnie sprzedany do Irlandii, gdzie przez kilka lat pracował jako pasterz. Wtedy właśnie dokonała się w nim przemiana – młodzieniec nauczył się miejscowego języka i poznał zwyczaje Zielonej Wyspy. Mimo że wkrótce udało mu się uciec z niewoli, wciąż myślał o swojej nowej, przymusowej ojczyźnie i uważał, że jego powołaniem jest głoszenie Ewangelii właśnie w Irlandii.

Aby dobrze spełniać się w nowej, wymarzonej roli – Patryk kształcił się w dwóch szkołach misyjnych na północy Francji, a po śmierci św. Palladiusza (misyjnego biskupa w Irlandii), przyjął święcenia biskupie i w 432 roku powrócił na wyspę, gdzie z licznymi sukcesami przez prawie trzy dekady, aż do śmierci 17 marca 461 roku, pełnił ewangelizacyjną misję.

Święty fenomen, czyli co w historii piszczy

Postać św. Patryka zapisała się bardzo mocno w świadomości Irlandczyków. Wpływ na to ma nie tylko działalność biskupa, ale – jeśli nie przede wszystkim – kwestia stosunków irlandzko-brytyjskich.

Anglonormanowie już od XII wieku rozpoczęli podbój i kolonizację Irlandii. W 1536 roku irlandzki parlament został zmuszony do uznania „grzesznego” Henryka VIII za głowę kościoła irlandzkiego, a w wieku XVII – kolonizacja rozkręciła się na dobre. Wyspa zaczęła się dzielić, a podział ten był szczególnie widoczny w kontekście religijności. Podczas wojny domowej i rewolucji (1640-1660) katolicy irlandzcy byli prześladowani, a powstańcy – brutalnie pacyfikowani. Później Irlandczycy poparli katolickiego Jakuba II, który przegrał ostatecznie walkę o tron z Wilhelmem III Orańskim. Za poparcie katolickiego pretendenta na Irlandczyków spadły kolejne represje. Od 1793 roku zmuszano ich do brania udziału w protestanckich nabożeństwach, a co żarliwszym katolikom odbierano prawa publiczne.

W 1800 roku Irlandii narzucona została Unia, na mocy której zlikwidowano parlament w Dublinie (za przeprowadzanie wyborów odpowiadał od tamtej pory Londyn). Czterdzieści pięć lat później na Zielonej Wyspie pojawia się zaraza ziemniaków, która zmusiła ponad milion Irlandczyków do emigracji, głównie do Ameryki Północnej, w której umocniła się i tak silna, irlandzka diaspora. W drugiej połowie XIX wieku Wielka Brytania zawiesiła Habeas Corpus Act, w konsekwencji czego miejscowe władze uzyskały prawo do aresztowania każdego Irlandczyka bez konieczności podania powodu i odbierania katolickiej szlachcie i katolickich chłopom ziemi (ta była potem nadawana angielskim protestantom). 23 kwietnia 1916 roku wybuchło powstanie. Zryw skończył się klęską, jednak rząd w Londynie zaczął rozumieć, że dążeń niepodległościowych Irlandii nie można tłumić w nieskończoność. W 1921 roku powstało Wolne Państwo Irlandzkie jako dominium brytyjskie, a szesnaście lat później – na mocy przyjętej konstytucji, w której zaznaczono szczególną rolę Kościoła katolickiego – Republika Irlandii, która w 1949 roku wystąpiła z Commonwealth i zerwała wszelkie, formalne związki ze Zjednoczonym Królestwem.

Oczywiście, mimo podpisania w 1998 roku Porozumienia Wielkanocnego, konflikt brytyjsko-irlandzki nadal trwa. Katolicy mieszkający w Irlandii Północnej wciąż opowiadają się za zjednoczeniem z Republiką Irlandii. Z drugiej strony – Kościół katolicki w Irlandii traci na znaczeniu, a jego autorytet upada, głównie pod ciężarem licznych skandali.
I tu warto wrócić do św. Patryka, który – z jednej strony – jest oczywiście katolickim świętym, ale z drugiej – jest też postacią niezwykle barwną, istotną dla historii Irlandii i „dysponującą” potężnym, marketingowym potencjałem.

Ten potencjał najlepiej wykorzystali Irlandczycy, którzy uciekali do Ameryki Północnej. Dla irlandzkiej diaspory kultywowanie pamięci świętego było istotnym ceremoniałem, zbliżającym do ojczyzny. Co ważne, pierwsza parada z okazji Dnia św. Patryka odbyła się w 1762 roku w Nowym Jorku (jeszcze przed powstaniem Stanów Zjednoczonych Ameryki).

Z biegiem lat, barwne obchody Dnia świętego Patryka podchwycili inni imigranci. Święto celebrowano coraz głośniej i z coraz większą pompą, dodając do niego wiele elementów utrzymanych w konwencji profanum (od barwienia wody w rzekach, po picie zielonego piwa). Tym sposobem zyskało ono na globalnej popularności. I nie ma się czemu dziwić, bo kto nie miałby ochoty w połowie chmurnego i szarego marca, podczas Wielkiego Postu, „na legalu” móc wychylić kilka szklaneczek whisky czy kufli zabarwionego na zielono piwa?

Irlandczycy na emigracji, czyli mistrzowie patriotycznego marketingu

Święty Patryk z biegiem lat stał się nie tylko najważniejszym, ale i najbardziej skomercjalizowanym ambasadorem Irlandii. I – żeby nie było – Zielona Wyspa ma wiele atutów, od pięknych krajobrazów, przez bogatą kulturę, na artystach (pokroju U2, Hoziera czy Glena Hansarda) skończywszy. I Japończyk, i Niemiec, i Polak, i Kanadyjczyk – wszyscy lubimy potupać nóżką do któregoś z utrzymanych w irlandzkim tonie przebojów (amerykańskiej, swoją drogą, kapeli) Dropkick Murphys i wszyscy wiemy, że trójlistna koniczyna to symbol Irlandii (swoją drogą, koniczyna symbolizuje Trójcę Świętą). Wszyscy wiemy też, że św. Patryk wyplenił węże i – zamiast zmuszać mieszkańców Zielonej Wyspy do uznania chrześcijaństwa i tępić ich rdzenne tradycje – wykorzystywał pogańskie zwyczaje (na przykład namawiał do stosowania fajerwerków podczas Wielkanocy). A wiemy to przede wszystkim… dzięki irlandzkim imigrantom, bo w samej Irlandii jeszcze 20 lat temu na imprezy organizowane z okazji Dnia św. Patryka patrzono niezbyt przychylnie. Uważano je za rozrywkę dla turystów, którym tamtejsi „Janusze biznesu” wciskają tandetne, zielone gadżety.

Wszystko zmieniła działalność irlandzkiej diaspory w USA, która najpierw starała się, aby świat dowiedział się o niepodległościowych dążeniach Zielonej Wyspy, a potem zadbała o to, aby samej (wolnej już) Irlandii zrobić na świecie dobry PR. Udało się. Dziś wszyscy wiemy, kim był św. Patryk, a 17 marca na całym globie pijemy zielone piwo. Imigrantom, odwołującym się początkowo do takich pojęć, jak wolność czy niepodległość, udało się najpierw zachęcić większość z nas do uznania irlandzkich racji, a następnie przekonać, że w ten jeden dzień w roku wszyscy jesteśmy Irlandczykami. Nie pozostaje nic innego, jak brać z nich przykład i przekonywać inne narody do tego, że Polska też jest OK.

Foto: Public Domain Pictures

Kategorie: Obyczaje

About Author