Córka marnotrawna

Córka marnotrawna

„Od poniedziałku przechodzę na dietę”. Panie, znacie? Bo ja bardzo dobrze. „Jutro ogarnę te papiery”. Prawda, panowie? Przyznajcie się, tak z ręką na sercu, ile tych mitycznych dni jutrzejszych już minęło od momentu, gdy podejmowaliście decyzje o tym nowym pięknym życiu, w którym stawiacie sobie góry wyzwań, a silna wola jest waszym sprzętem wspinaczkowym, linami, rakami i czym tam jeszcze, dzięki którym pniecie się na wyżyny sukcesu i prosperity. Często jednak kończy się na tym, że sprzęt wspinaczkowy ląduje w szafie lub piwnicy, a wy zostajecie z myślą, że pewnie jeszcze, może, kiedyś…

Uwierzcie mi, mam taką piwnicę. Piwnicę dużą. A właściwie dużą potencjalnie, ponieważ w ostatnich latach jej realna przestrzeń skurczyła się do minimum. Ledwo można tam wejść, a odnalezienie czegokolwiek, tuż po tym jak człowiek przebije się przez hałdę składowanych tam przedmiotów, graniczy z cudem. Mam piwnicę wypełnioną po brzegi rzeczami, które przypominają mi, jaka byłam, czym się zajmowałam lub co było przez chwilę ważną częścią mojego życia. Składuję za małe (czytaj: za ciasne) ubrania z nadzieją, że przecież schudnę i zakręcę zgrabnym tyłkiem w tych zarąbistych dżinsach lub błysnę spod krótkiego topu płaskim jak deska brzuchem. Mam rower, kask oraz rękawiczki cyklisty, które wylądowały tam kilka lat temu, gdy – zniechęcona poważniejszym spotkaniem bliskiego stopnia z chodnikiem – na jakiś czas zarzuciłam pomysł rowerowych wycieczek. Zresztą tego sprzętu sportowego jest więcej. Łyżwy, kijki, taśmy, hantle, rakietki do badmintona kurzą się i czekają na cieplejsze dni, ale że pogoda nas przecież nie rozpieszcza (efekt cieplarniany?), nie spieszy mi się do ich użycia. W piwnicy trzymam również notatki do nienapisanej pracy magisterskiej, farby i pędzle będące wspomnieniem mojego romansu z malarstwem, wyblakłe już jak te niedoskonałe akwarele i portrety, które w wyniku tego romansu się zrodziły. Stoi tam również walizka, w której składuję stare dzienniki i gruby plik wierszy, które pisywałam jako nastolatka i młoda kobieta. Jednym słowem: moja piwnica wydaje się być wielkim wyrzutem sumienia wobec tego, co w życiu pozostawiłam w wyniku braku samozaparcia oraz silnej woli.

Często zdarza się również, że porzucamy to, co lubimy, nasze pasje lub hobby z braku czasu, bo przecież doba ma tylko 24 godziny i padamy bez sił po długim dniu pracy, po zakupach, sprzątaniu, zajmowaniu się dziećmi, po tych wszystkich szarych czynnościach dnia codziennego. Czasem powodem rezygnacji z zainteresowań jest zmiana ról. Poświęcamy się pracy zawodowej, bo chcemy być wspaniałymi pracownikami lub szefami. Wchodzimy w role żon, mężów, matek i ojców i to właśnie one stają się w danej chwili naszego życia priorytetami. Czasem upadamy pod ogniem krytyki otoczenia zewnętrznego, które nazywa nasze pasje niemądrymi, nieżyciowymi i bez przyszłości. Czasami stoją nam na przeszkodzie ograniczenia finansowe. Tymczasem piwnice, te fizyczne i te głęboko zakopane w naszej psychice, się zapełniają.

Tutaj pragnę was pocieszyć. Jest jednak nadzieja dla nas wszystkich. Steve Jobs powiedział kiedyś, że trzeba znaleźć to, co się kocha robić, a żeby znaleźć to coś, trzeba wielu rzeczy w życiu spróbować i nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę nam się przyda, co nas zainspiruje i co uda nam się wykorzystać. A gdy się dobrze zastanowimy, na pewno przyjdzie nam do głowy osoba, która po latach wróciła do starych zainteresowań i odkryła na nowo radość spełniania się. Moja znajoma, kobieta dojrzała, podróżuje po świecie, fotografuje, jeździ na rowerze i studiuje. Powiedziała mi kiedyś, że teraz może robić to, na co nie miała czasu i możliwości w młodości. Moja mama natomiast, pod naciskiem swoich rodziców, wybrała praktyczny kierunek studiów i porzuciła marzenia o studiowaniu historii. Będąc na emeryturze spełniła jednak swoje marzenie i obecnie jest wykładowczynią historii na uniwersytecie trzeciego wieku.

Życie stawia przed nami wiele wyzwań. Czasem ogranicza nasze dobre chęci. Czasem my sami rezygnujemy z siebie. Niezależnie jednak od tego, co jest powodem naszej rezygnacji z samych siebie, klucz do piwnic, w których chowamy nasze marzenia i pasje, wciąż mamy w pobliżu.

Jestem tego najlepszym przykładem. W końcu właśnie teraz czytacie mój felieton po kilkumiesięcznej przerwie.

Córka marnotrawna wróciła.

 

Foto: PixaBay (lic. CC0)

Kategorie: Felietony

About Author