Dieta naszych dzieci – moda, rozsądek czy nauka?

Dieta naszych dzieci – moda, rozsądek czy nauka?

Każdy rodzic nie raz zastanawiał się nad tym, czy to, co je jego dziecko jest ok. Czy nie je za mało warzyw, za dużo tłuszczy… Po czym następuje kolejne – jak to zmienić. Ja chciałabym zadać dziś pytanie: czy musimy cokolwiek zmieniać? Czy i na ile powinniśmy wkraczać w dietę naszych dzieci i do jakiego stopnia zmuszać je do jedzenia większej czy mniejszej ilości konkretnych składników?

Zauważyć można, że w żywieniu dzieci – podobnie jak w innych dziedzinach życia –  panują mody. Co jakiś czas gazety rozpisują się, że od teraz coś należy albo czegoś nie należy podawać do jedzenia, że tego czy tamtego powinno być więcej lub mniej.

Zastanawiamy się, od kiedy wprowadzać rożne produkty dzieciom i co jakiś czas następuje przełom. Dziś nie podajemy dzieciom nic poza mlekiem mamy, za chwile podajemy. Jednego dnia zmuszamy dzieci do jedzenia brokułów, a kolejnego – już nie. Jedna książka mówi, żeby nie dawać dziecku więcej niż dwóch jaj tygodniowo, a inna – wręcz przeciwnie. Przykładów można mnożyć tysiące.

123824598_f84978a3ac_z

Natknęłam się ostatnio na wywiad z psycholożką Agnieszka Stein i właśnie ten tekst zainspirował mnie do przemyśleń. Wśród wielu ciekawych rad Stein mówiła także o tym, aby zrozumieć, skąd się bierze to, w jaki sposób dzieci wybierają swój jadłospis a nawet  styl jedzenia.

Pani Agnieszka, we wspomnianym wywiadzie, zwracała też uwagę na coś, co szczególnie mocno zapadło w mojej pamięci. Abyśmy zwrócili uwagę na to, jak jedzą dzieci… Chodzi o to, że styl jedzenia dzieci jest zupełnie inny niż styl jedzenia dorosłych.  Po pierwsze: dzieci jedzą rzeczy raczej osobno, nie łącza ze sobą aż tylu smaków co dorośli. Ba, najprostszym przykładem jest jedzenie ciastek typu markizy czy delicje –  które dziecko zje całe ciastko ot tak, nie rozbierając smakołyku na części pierwsze?

Wszystko podobno wynika z faktu, że dzieci jedzą mniej rzeczy o których wiadomo, że w przeszłości mogły być potencjalnie niebezpieczne, np. trujące warzywa czy owoce.

Drugą istotna sprawa jest to, że –  aby najeść się warzywami i uzyskać taka sama sytość jak przy jedzeniu mięsa czy węglowodanów –  trzeba tych warzyw zejść dużo więcej.  Żołądek dziecka jest mały i to jest znaczący powód dla którego przedszkolaki tak często nie jedzą surówek,  a szczególnie sałaty.  Dzieciom nie opłaca się to w sensie energetycznym!  Sposobem na wzbogacenie diety malucha jest podsuwanie dziecku (osobno) kawałków owoców lub warzyw. Ponoć naukowo udowodnione jest to, że dziecko chętniej sięgnie po kawałek jabłka czy marchewki, niż po ich zmieloną wersję.

4693716823_29956365c1_z

Pani Agnieszka podała też przykład jedzenia masła przez 2-3 letnie czy nawet starsze  dzieci. Pisze, że masło jest źródłem dużej ilości nasyconych tłuszczów, które są ważnym składnikiem budulcowym mózgu, w związku z czym – tłuszcz jest bardzo potrzebnym składnikiem w prawidłowym rozwoju dziecka.

Podsumowując: najciekawszy fakt jest taki, że po wiele składników dziecko samo sięga nieświadomie, jest po prostu tak zaprogramowane. Gdy jego organizm potrzebuje konkretnego składnika – dziecko po niego sięga.

Musimy zatem zrozumieć, że potrzeby dziecka są rożne od potrzeb rodziców. Jeśli nasze dziecko nagle otwiera lodówkę i postanawia, że będzie jadło  łyżką śmietanę –  znaczy to, że jej naprawdę potrzebuje .

Czy należy bezwzględnie zgodzić się z radami Pani Agnieszka Stein? Cóż, to indywidualna sprawa. W moim przypadku – sugestie zawarte w wywiadzie dały sporo do myślenia. Postanowiłam (przynajmniej na razie) nie przejmować się za bardzo tym, że mój dwuletni syn nie wykazuje zainteresowania warzywami.  Jest zdrowy, duży i radosny i to będzie wystarczającym wyznacznikiem tego, że ma się dobrze. Pewnie, że chciałabym, aby już w dzieciństwie nabrał zdrowych nawyków żywieniowych, jednak nie potrafię tego zrobić na siłę. Liczę więc, że do niektórych smaków po prostu dojrzeje…

 

Kategorie: Dzieci, Zdrowie

About Author