Dziś Izba Gmin spróbuje opóźnić Brexit. Co zrobi Boris Johnson?

Dziś Izba Gmin spróbuje opóźnić Brexit. Co zrobi Boris Johnson?

We wtorek w nocy Izba Gmin przyjęła (stosunkiem głosów 328 do 301) wniosek w sprawie przejęcia przez „rebeliantów” kontroli nad porządkiem środowych obrad. Upokorzony i rozwścieczony Johnson zapowiedział złożenie wniosku o przyspieszone wybory.

Spełnił się najczarniejszy sen Borisa Johnsona. Premier przegrał swoje pierwsze głosowanie i (co chyba gorsze) został upokorzony przez partyjnych kolegów. Izba Gmin stosunkiem głosów 328 do 301 przyjęła wniosek w sprawie przejęcia przez „rebeliantów” kontroli nad porządkiem środowych obrad. „Rebelianci” to nie tylko zjednoczone partie opozycyjne, ale i 21 Torysów, partyjnych kolegów Johnsona. Wśród konserwatystów, którzy głosowali przeciwko premierowi jest między innymi Philip Hammond (minister w gabinecie Theresy May) czy Nicholas Soames, wnuk Winstona Churchilla. Johnson wykluczył już rebeliantów z frakcji, w związku z tym nie ma parlamentarnej większości.

Parlamentarzyści się buntują, Szkoci grożą kolejnym referendum niepodległościowym, Johnson jest wyśmiewany przez brytyjskie gazety (wśród dzisiejszych nagłówków dominuje narracja, że premier stracił kontrolę nad tym, co się dzieje wokół).

Ale to nie koniec walki o Brexit i – tym samym – o przyszłość Wielkiej Brytanii.

To deal, or not to deal, that is the question

Wtorkowa wygrana umożliwia rebeliantom wprowadzenie do środowego harmonogramu obrad projektu ustawy Benna. Projekt zakłada, że Wielka Brytania ma czas do 19 października na wynegocjowanie i przyjęcie umowy ze Wspólnotą. Jeśli termin ten zostanie przekroczony, premier będzie zobowiązany do poproszenia UE o kolejne opóźnienie Brexitu, tym razem do 31 stycznia 2020 roku.

Biorąc pod uwagę zjednoczenie partii opozycyjnych i rozłam w Partii Konserwatywnej można zaryzykować, że projekt zostanie przegłosowany. Tyle tylko, że poparcie Izby Gmin nie wystarczy, konieczne są też głosy Izby Lordów. Izba Lordów lubi dyskutować, a w związku z tym, że Johnson wcześniej zaordynował przerwę w pracach parlamentu – czasu jest naprawdę niewiele.

Na tym nie koniec komplikacji, bo po wtorkowej przegranej Johnson zapowiedział złożenie wniosku o przyspieszone wybory. Do przyjęcia takiego wniosku potrzeba poparcia 2/3 Izby Gmin. Takiego poparcia Johnsonowi raczej nie da się uzyskać. Sekretarz do spraw Brexitu gabinetu cieni Partii Pracy sir Keir Starmer zapowiedział, że Laburzyści nie zagłosują za wnioskiem premiera. Zdaniem Starmera, poparcie wniosku o przedterminowe wybory teraz oznaczałoby, że opozycja pozbawiłaby się możliwości przeprowadzenia ustawy Benna. „Będziemy mieli wybory, jasne, ale nie będziemy w tej sprawie tańczyć tak, jak nam Boris Johnson zagra” – stwierdził Starmer.

Johnson wydaje się być w kropce. Ale to może być jedynie złudzenie. Premier wielokrotnie już udowadniał, że jest mistrzem balansowania na granicy prawa. Robi to zwłaszcza wtedy, gdy na czymś mu bardzo zależy. A obecnie zależy mu chyba na odzyskaniu twarzy i upokorzeniu politycznych przeciwników z Izby Gmin. Jak może to zrobić? Stawiając na swoim, a więc doprowadzając do jak najszybszego Brexitu – z umową lub bez niej.

 

Foto: DonkeyHotey, Flickr, lic. CC, https://www.flickr.com/photos/donkeyhotey/

Kategorie: Wydarzenia UK

About Author