Exit form Brexit. Co teraz zrobi Theresa May?

Exit form Brexit. Co teraz zrobi Theresa May?

10 grudnia 2018 roku na długo pozostanie w pamięci obserwatorów brytyjskiej sceny politycznej. Theresa May odwołała zaplanowane na wtorek głosowanie w Izbie Gmin nad umową w sprawie Brexitu, za co przez lidera opozycyjnej Partii Pracy została nazwana „desperatką”. Na brytyjski chaos polityczny zareagował funt, osiągając względem dolara amerykańskiego najgorszy wynik od dwóch lat. Co będzie dalej?

Jeśli wierzyć niemieckim mediom (informuje o tym między innym Deutsche Welle), Theresa May ma nadzieję, że renegocjacja umowy rozwodowej jest wciąż możliwa. Brytyjska premier ma dziś (wtorek) spotkać się w Berlinie z Angelą Merkel. Jak poinformował Steffen Seibert, rzecznik rządu Niemiec, spotkanie ma się odbyć na prośbę May.

Czy spotkanie z Merkel pomoże? Cóż, to polityka, wszystko może się wydarzyć. Z drugiej strony warto pamiętać, że Donald Tusk w poniedziałek jasno wyraził, że Unia Europejska nie będzie renegocjować umowy. Szef Rady Europejskiej napisał na Twitterze, że na czwartkowym szczycie w Brukseli obradujący omówią kwestię przygotowań na wypadek scenariusza, kiedy to Wielka Brytania opuści Unię bez umowy.

Co nas czeka? Analitycy przypuszczają

Spowodowany odwołaniem przez May głosowania w Izbie Gmin chaos sprowokował analityków i komentatorów do snucia przypuszczeń na temat najbliższej przyszłości Wielkiej Brytanii. Oto scenariusze, które najczęściej pojawiają się w mediach.

* Theresa May gra na czas

Premier odwołała głosowanie w Izbie Gmin, bo zdawała sobie sprawę z przegranej. Wynegocjowanej przez nią umowy nie popierają nie tylko posłowie opozycji, ale i koalicjanci z DUP czy około stu parlamentarzystów z jej rodzimej Partii Konserwatywnej (zarówno eurosceptycy, jak i euroentuzjaści). Śledząc ostatnie wydarzenia wokół Brexitu można odnieść wrażenie, że spisany na prawie sześciuset stronach „deal” nie cieszy się aprobatą nawet członków brytyjskiego zespołu negocjatorów (po ogłoszeniu porozumienia, z rządu odszedł między innymi Dominic Raab, czyli „Brexit Minister”).

Trudno powiedzieć, ilu przeciwników umowy naprawdę nie zgadza się z jej zapisami, uważając, że są niekorzystne dla Wielkiej Brytanii. Bez wątpienia, dla wielu polityków kontrowersje wokół porozumienia są szansą na wybicie się na plecach obecnej premier. A May walczy nie tylko o przyszłość kraju, ale i o swoją twarz. Premier stoi na czele rządu mniejszościowego – to po pierwsze. Nie jest zwolenniczką Brexitu, wynik referendum z 2016 roku uznała za porażkę – to po drugie. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że sprząta bałagan, który zrobili jej poprzednik David Cameron (premier pod naciskiem populistów zgodził się na referendum w sprawie Brexitu) i polityczni awanturnicy pokroju Nigela Farage’a czy Borisa Johnsona. To oni porozrzucali zabawki, a następnie uciekli z piaskownicy. Dziś zarówno Farage i Johnson, jak i opozycyjni politycy (w tym Jeremy Corbyn) skupiają się przede wszystkim na krytykowaniu May, nie proponując żadnego konstruktywnego i realistycznego rozwiązania alternatywnego.

Premier ma ciężko. Przeciwko wynegocjowanej umowie są nie tylko posłowie opozycyjni, ale i partyjni koledzy. Wielu posłów krzyczy „NIE”, ale niewielu mówi, co zrobić w zamian. Warto przypomnieć, że May wielokrotnie podkreślała, że „Brexit znaczy Brexit” (wykluczając drugie referendum) i jak lwica broniła wynegocjowanej umowy, zapewniając, że lepsze rozwiązanie nie jest możliwe (biorąc pod uwagę, jak długo trwały rozmowy z Brukselą, chyba warto jej uwierzyć). Sęk w tym, że to od Izby Gmin należy decydujący głos, to posłowie zadecydują, czy umowa przejdzie, czy nie. Matematyka jest bezwzględna. Gdyby do głosowania doszło (zgodnie z pierwotnym planem) jeszcze dzisiaj, „deal” zostałby odrzucony większością nawet dwustu głosów. Byłoby to katastrofalne zarówno dla rządu, jak i dla kraju. Po pierwsze: po porażce May konserwatyści musieliby zapewne wybrać nowego premiera, być może konieczne okazałyby się przyspieszone wybory. Po drugie: zegar tyka, 29 marca przyszłego roku Wielka Brytania powinna wyjść z Unii, a planu „B” jak nie było, tak nie ma. Nic więc dziwnego, że May posłuchała doradców i głosowanie odwołała.

Tyle tylko, że nie podała terminu, w którym się odbędzie. A bez głosów członków Izby Gmin wynegocjowana umowa nie wejdzie w życie. Wielu komentatorów zwraca uwagę, że premier gra w ten sposób na zwłokę. May może odwlekać głosowanie tak długo, jak się da. Każdy dzień poślizgu działa na niekorzyść Wielkiej Brytanii, której będzie grozić rozwód z Unią bez umowy. Być może premier liczy na to, że przyparci do muru parlamentarzyści zapomną o swoich ambicjach politycznych i zdecydują się zagłosować za „dealem”, bo zrozumieją, że na wypracowanie nowego porozumienia est już za późno?

* Theresa May renegocjuje umowę

To, po graniu na zwłokę, kolejny ze scenariuszy omawianych przez komentatorów. Na to, że May będzie próbować renegocjować „deal” może wskazywać doniesienie o jej dzisiejszym spotkaniu z Angelą Merkel. Tyle tylko, że przedstawiciele UE od dawna powtarzają, że innej umowy Wielka Brytania nie dostanie.

Renegocjowanie umowy byłoby też niekorzystne dla May, która powtarza, że opracowane porozumienie jest „najlepszym z możliwych”. Gdyby premier jakimś cudem powróciła do stołu negocjacyjnego, nie tylko zaprzeczyłaby sama sobie (bo po co renegocjować umowę, która jest tak dobra?), ale i podłożyłaby się swoim politycznym adwersarzom, którzy bez wątpienia wytknęliby May, że próbowała oszukać Brytyjczyków, wmawiając im, że wywalczyła dla nich najlepsze rozwiązanie.

Gdyby May zdecydowała się na renegocjację „najlepszego porozumienia”, byłby to przejaw politycznej desperacji. Przeciwnicy polityczni bez wątpienia wykorzystaliby to do własnych celów, a wtedy upadek rządu stałby się bardziej niż prawdopodobny.

* Exit from Brexit

To kolejny ze scenariuszy omawianych przez komentatorów. W poniedziałek, a więc wtedy, gdy May odwołała zaplanowane na wtorek głosowanie w Izbie Gmin, Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że Wielka Brytania mogłaby jednostronnie Brexit odwołać. Do przeprowadzenia takiej „operacji” nie byłaby konieczna zgoda pozostałych krajów członkowskich.

To, żeby rząd brytyjski skorzystał z tej możliwości jest najmniej prawdopodobne. May podkreślała wielokrotnie, że szanuje wynik referendum z 2016 roku. Premier jest zdania, że skoro Brytyjczycy opowiedzieli się za Brexitem, do Brexitu musi dojść. Niezależnie od tego, jak bardzo rozwód z UE osłabi Wielką Brytanię.

* No-deal

A osłabić może przede wszystkim wtedy, gdy do rozwodu dojdzie bez porozumienia. To ostatni, najbardziej prawdopodobny scenariusz. *I scenariusz najgorszy, bo według prognoz Bank of England „no-deal Brexit” doprowadziłby kraj do gospodarczej katastrofy i recesji porównywalną z tą, która dotknęła Wielką Brytanię po II wojnie światowej.

 

Foto: Print Screen/YouTube

Kategorie: Wydarzenia UK

About Author