Jak nie prowokować uchodźców, czyli „kodeks postępowania” dla molestowanych kobiet

Jak nie prowokować uchodźców, czyli „kodeks postępowania” dla molestowanych kobiet

W noc sylwestrową w kilku niemieckich miastach doszło do grupowych napaści na kobiety. Atakującymi byli młodzi mężczyźni o „wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich lub Afryki Północnej”. Do dzisiaj policji udało się zidentyfikować zaledwie trzech podejrzanych, ale nikogo nie zatrzymano. Za to burmistrz Kolonii wydała szereg zaleceń dla kobiet poruszających się po mieście. Zaleceń, które równie dobrze można nazwać poradnikiem „Jak nie prowokować Araba, żeby nie zostać okradzioną lub zgwałconą”.

Dla przypomnienia – w noc sylwestrową 2015/2016 w Kolonii, Hamburgu, Düsseldorfie i Stuttgarcie doszło do napaści na świętujące koniec roku kobiety. Atakujących było w sumie ponad 1 000, poszkodowanych kobiet – co najmniej 130.

Najgorzej było w Kolonii, gdzie działający w grupach mężczyźni o „wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich lub Afryki Północnej” zaczepiali panie biorące udział w miejskiej, zorganizowanej w centrum miasta imprezie plenerowej. Część z napaści miała charakter rabunkowy, część – seksualny. Dla dwóch z zaczepianych kobiet sylwestrowa przechadzka skończyła się gwałtem. Inne „tylko” molestowano.

Chociaż na miejscu było sporo funkcjonariuszy policji, żaden z nich nie zauważył (sic!) tego, że grupy mężczyzn co chwilę szczelnie otaczają kolejną ofiarę, a następnie brutalnie ją molestują lub okradają. – Nagle mężczyźni stojący obok mnie zaczęli nas dotykać. Złapali mnie i dotykali w miejscach intymnych. Dotykali nas wszędzie. Razem z przyjaciółką próbowałyśmy uciec. Kiedy się odwróciłam, ktoś chwycił moją torbę i mi ją zabrał – wspomina w niemieckich mediach tamto traumatyczne wydarzenie jedna z kobiet, która z obawy o własne bezpieczeństwo zgodziła się na rozmowę z dziennikarzami pod jednym warunkiem: musi pozostać anonimowa.

Ale to, że nie znamy danych poszkodowanej kobiety wcale nie ujmuje jej zeznaniom wiarygodności. To, co wydarzyło się sylwestrowej nocy potwierdzają amatorskie nagrania i relacje innych poszkodowanych. W zeznaniach napadanych kobiet regularnie przewijają się te same zwroty: „byli wściekli”, „byli agresywni”, „byli brutalni”, „dotykali”, „byli silni”, „mieli poczucie, że mogą zrobić wszystko”, „otaczali”, „zabrali telefon”, „ukradli portfel”, „wyrwali torbę”, „nikt tego nie widział”, „bałyśmy się, że nas zabiją”, „bałyśmy się, że nas zgwałcą na środku ulicy”.

kolonia_protesty

Medialna zmowa milczenia

O tym, co wydarzyło się w niemieckich miastach świat dowiedział się dopiero kilka dni po Sylwestrze. To dziwne, bo skala ataków (ponad 1 000 napastników!), liczba ofiar i wiele nagrań video krążących po Internecie to praktycznie gotowy materiał na artykuł okładkowy czy news numer jeden. Ten temat to – z dziennikarskiego punktu widzenia – pewniak, który wygeneruje ogromną liczbę kliknięć, rekordową oglądalność czy największą w historii tytułu sprzedaż. Jego opracowanie, z uwagi na ilość dostępnych od ręki materiałów (choćby wspomniane nagrania) zajęłoby zaledwie parę chwil, a odzew – byłby gigantyczny. Dlaczego więc (przede wszystkim) niemieckie media omijały go jak zgniłe jajo? Bo bały się, że zacznie śmierdzieć? Bzdura, „śmierdzące” (a więc takie, które szokują, bulwersują, wywołują mocne reakcje odbiorców) newsy najlepiej się sprzedają!

Postawę niemieckich mediów, które dopiero po kilku dniach zainteresowały się tematem ostro skrytykował między innymi Hans-Peter Friedrich. Według byłego ministra spraw wewnętrznych „najwyraźniej istnieje w nich (mediach – dop. aut.) ‚nowy blok’ niechętnie oskarżający o cokolwiek emigrantów”.

Czy faktycznie w Niemczech istnieje – jak określił to Friedrich – medialny „karter milczenia”? Mam nadzieję, że nie i chcę naiwnie wierzyć, że opieszałość prasy i telewizji wynikała w tym przypadku z troski o ofiary napaści. Może media nie nagłaśniały tych skandalicznych incydentów, bo nie chciały wchodzić w paradę policji szykującej obławę na podejrzanych? Może chodziło o to, żeby nie rozdrapywać świeżych ran? Żeby nie siać paniki? Żeby nie zainicjować fali nienawiści wymierzonej w niewinnych emigrantów, którzy z sylwestrowymi atakami nie mieli nic wspólnego? Wiadomo przecież, tak to działa, że kiedy – dajmy na to – jeden Polak buchnie Niemcowi auto, to łatkę złodzieja przypina się całej społeczności.

Tyle tylko, że tutaj nie chodziło o kradzież samochodu, ale o zbiorowe napaści, molestowanie i gwałty. Tych ostatnich mogło być więcej. Być może i było, ale poszkodowane kobiety boją się zgłosić na policję. Dlaczego? Chodzi o wstyd, o stereotypowe, bardzo krzywdzące dla ofiar postrzeganie gwałtu i o panującą wokół tej kwestii zmowę milczenia. Nie tylko medialną, ale i społeczną.

Burmistrz Henriette Reker

Burmistrz Henriette Reker

Burmistrz radzi: nie prowokuj imigranta!

Jak ta społeczna zmowa milczenia i krzywdzące, stereotypowe, stawiające ofiarę w roli prowokatorki postrzeganie gwałtu wygląda w praktyce? Tak, jak w wykonaniu Henriette Reker, burmistrz Kolonii, która po posiedzeniu sztabu kryzysowego stwierdziła, że mieszkanki miasta powinny w związku z sylwestrowymi atakami „zmienić swoje zachowania”.

Reker ustanowiła tym samym swoisty kodeks postępowania, który równie dobrze można by było nazwać poradnikiem „Jak nie prowokować Araba, żeby nie zostać okradzioną lub zgwałconą”. Według pani burmistrz mieszkanki Kolonii powinny przemieszczać się w większych grupach i nie rozdzielać się, a względem obcych i tych, do których nie mają zaufania „zachowywać odległość wyciągniętego ramienia”. Zabrakło tylko sugestii, żeby odpuścić sobie kuse spódniczki i wydekoltowane bluzki. Ale – z drugiej strony – w Kolonii jest teraz zaledwie 6 stopni Celsjusza. Kto wie, jakie „dobre rady” pani burmistrz znajdzie dla mieszkanek zarządzanego przez nią miasta na wiosnę? Zakaz przypadkowego ocierania się i ban na szorty?

Zalecenia (zwłaszcza to ostatnie) Henriette Reker zostały gremialnie skrytykowane i obśmiane zarówno przez osoby blisko związane z gabinetem Angeli Merkel, jak i przez Internautów, którzy przy pomocy hasztagu #Armlaenge (niem. długość ramienia) prześcigają się w wymyślaniu kolejnych, „genialnych” recept pozwalających uniknąć gwałtu lub molestowania.

Zjadliwe kpiny są słuszne, bo postawy takie, jak postawa pani burmistrz należy wyśmiewać i krytykować. Niemieckie (ale i polskie, brytyjskie, francuskie) kobiety nie powinny zmieniać swoich zachowań, nie powinny bać się wyjść samotnie na ulicę i nie powinny czuć wyrzutów sumienia przez to, że – dajmy na to – w autobusie stoją zbyt blisko obcego mężczyzny. To agresorzy (choćby ci, którzy napadali na nie w Sylwestra) muszą zmienić swoje zachowanie, dostosować się do nowych warunków, w których przyszło im żyć i respektować to, że panie mają tutaj wolną wolę oraz prawo do decydowania o tym, co i z kim chcą w danej chwili robić czy obok kogo stać na odległość mniejszą, niż dystans tworzony przez wyciągnięte ramię. Logiczne, prawda?

Nie dla Henriette Reker, która najwyraźniej nie rozumie tego, co w sylwestrową noc stało się w jej mieście. I która nie wie, że – wydając takie zalecenia – nie rozwiązuje problemu, ale zamiata go pod hiperpoprawny politycznie dywan. Ale, żeby nie było, pani burmistrz zaznaczyła też, że na wyjaśnieniu sprawy jej zależy. Ba, namawiała kobiety do tego, aby – w przyszłości, jeśli poczują się zagrożone czy zaatakowane – zgłaszały sprawę policji. Tyle tylko, że trudno mi uwierzyć w to, że taki apel motywująco podziała na młodą, napastowaną dziewczynę. Obawiam się, że po słowach pani burmistrz molestowana kobieta tym bardziej nie zgłosi napaści. Będzie się bała ostracyzmu, będzie się czuła winna. Bo przecież szła po ulicy sama, bez asysty koleżanek. I nie zachowała bezpiecznego dystansu względem obcego mężczyzny. Sprowokowała, to jej wina. Sama tego chciała!

 gwalt_napasc_kolonia_sylwester

Jest taki film, czyli „Uwaga, spojler!”

Kiedy zapoznałam się z zaleceniami pani Henriette Rekel – wpisałam jej nazwisko w wyszukiwarkę. Okazuje się, że obecna burmistrz Kolonii niespełna 2 miesiące temu (trwała wtedy kampania) sama stała się ofiarą napaści. 44-letni mężczyzna zaatakował ją nożem podczas spotkania z wyborcami. Rekel została napadnięta dlatego, że… mocno angażowała się w pomoc uchodźcom.

I co? Wszystko jasne! Zwolenniczka przyjmowania uchodźców tkwi uparcie na swoim stanowisku i – zamiast ostro napiętnować atakujących kobiety Arabów – wydaje idiotyczny „kodeks postępowania”. Jakie to czarno-białe. Do tego – pewnie jest w szoku, 2 miesiące to przecież zbyt mało, żeby całkowicie otrząsnąć się z ataku nożownika.

Sęk w tym, że pani Rekel zachowuje się nie jak zwolenniczka przyjmowania uchodźców, ale jak polityczny koń trojański. Swoją durną paplaniną o zachowaniu dystansu na długość ramienia nikogo nie przekona do swoich racji. Wręcz odwrotnie! Przeciwnikom uchodźców da kolejny argument do bycia na „nie”, a tym, którzy dotąd kibicowali ruchom popierający emigrację stworzy podstawę do zrewidowania swoich poglądów.

Jako polityk Rekel sporo straciła. Jeszcze więcej jej ubyło jako kobiecie, która – zamiast przeciwdziałać agresorom – namawia niewinne panie do zmiany zachowań, przyzwyczajeń, sposobu bycia.

To chyba kwestia braku wyobraźni, braku współczucia i empatii – pomyślałam. I przypomniał mi się film z Monicą Bellucci. Tak, chodzi o kontrowersyjny, brudny dramat. O obraz „Nieodwracalnie”, znany przede wszystkim ze sceny brutalnego, analnego gwałtu dokonywanego na postaci granej przez włoską aktorkę. Sceny – dodajmy – obrzydliwie długiej, wstrętnie realistycznej, na zawsze pozostającej w pamięci i (jak mi się wydawało) budzącej w widzach skrajnie negatywne emocje. Grana przez Bellucci Alex idzie sama tunelem, jej oprawca podąża za nią, atakuje, gwałci. Pojawia się świadek, który mógłby ją wybawić z opresji, ale nie robi tego, ucieka. Wiadomo, kobieta szła sama, może zbliżyła się zanadto do swojego kata, pewnie nie zachowała dystansu równego „długości ramienia”.

Jasne, to nadinterpretacja, ale bardzo świadoma. Bo przez chwilę miałam ochotę wyraźnie pozbawionej wyobraźni burmistrzyni Kolonii tą scenę wysłać mailem. Pewnie wiadomość by do niej nie dotarła, ale przynajmniej mi by trochę ulżyło.

Pomysł z wysłaniem maila w końcu porzuciłam, ale działając na fali potężnego zbulwersowania zaczęłam szukać „tej” sceny w Internecie. Nie po to, żeby ponownie ją obejrzeć (raz wystarczył, żebym zapamiętała większość detali), ale po to, żeby – jakby co – mieć co pokazywać jako ewentualny argument, gdy przyjdzie mi rozmawiać z kimś o podejściu podobnym, do podejścia pani burmistrz.

I co? I fragment filmu znalazłam. Między innymi w serwisach z głupimi gifami czy śmiesznymi obrazkami. I na stronach porno. W przypadku tych ostatnich – ma dużo, bardzo dużo wyświetleń. Jest też wiele entuzjastycznych, komplementujących komentarzy. Użytkownikom serwisów dla dorosłych – a są to przede wszystkim, jak wynika ze statystyk, Europejczycy, Amerykanie i Azjaci – gwałt się podoba. Tak bardzo, że żywo wyznają, że sami by się chętnie z taką Bellucci w podobny sposób zabawili.

Ale to kobiety z Kolonii powinny zachować dystans i zmienić swój sposób bycia.

About Author