Koszmarne walentynki Theresy May. Premier znów upokorzona przez Izbę Gmin

Koszmarne walentynki Theresy May. Premier znów upokorzona przez Izbę Gmin

W czwartek wieczorem, po kolejnej, wielogodzinnej debacie, posłowie Izby Gmin mieli zdecydować o poparciu lub odrzuceniu najnowszego planu Theresy May w sprawie Brexitu. Plan ten miał zakładać zmiany w istniejącej już umowie rozwodowej z UE.

Finalne głosowanie dotyczyło projektu uchwały, która udziela premier May poparcia dla jej „podejścia do kwestii wyjścia z Unii Europejskiej” i która „odnotowuje trwające dyskusje między Wielką Brytanią a Unią Europejską w sprawie backstopu”.

Innymi słowy: posłowie mieli zdecydować o poparciu dla planu May, która ma nadzieję na możliwość renegocjacji umowy z UE, a dokładniej – na zmiany zapisów dotyczących irlandzkiego bezpiecznika, czyli kontrowersyjnego backstopu. To z uwagi na paragrafy dotyczące bezpiecznika umowa została wcześniej odrzucona przez Izbę Gmin.

Alternatywy dla backstopu jak na razie nie ma. Theresa May liczyła jednak na to, że jeśli uda jej się przekonać Unię do delikatnej korekty porozumienia (a dokładniej – do wyraźniejszego zaznaczenia, że backstop jest rozwiązaniem tymczasowym), to zmiękczy to nieco brytyjskich parlamentarzystów, którzy ostatecznie zagłosują za umową.

Mimo że do formalnego Brexitu pozostało zaledwie półtora miesiąca, Izba Gmin zdecydowała się odrzucić projekt poparcia dla planu May. Za proponowaną uchwałą opowiedziało się 258 posłów, przeciwko było 303. Co istotne, na znak protestu od głosu wstrzymało się wielu eurosceptycznych działaczy Partii Konserwatywnej (a więc partyjnych kolegów premier), a samo głosowanie poprzedzała burzliwa debata skoncentrowana na upokarzaniu Theresy May. Podczas debaty wyjątkowo aktywny był Jeremy Corbyn, który wzywał May, by ta przyznała publicznie, że jej strategia w sprawie Brexitu nie działa.

Upokorzenie May. Co to oznacza dla Brexitu?

Czwartkowe głosowanie nie miało prawnie wiążącego charakteru. Podkreśliło jednak, jak bardzo brytyjski parlament jest dziś podzielony. Ponadto, wynik głosowania może utrudnić życie May i osłabić jej pozycję w oczach unijnych oficjeli.

W czwartek kolejny raz okazało się, że Theresa May nie może liczyć na poparcie brytyjskiego parlamentu, który ma decydujący głos w kwestii przyjęcia lub odrzucenia porozumienia w sprawie Brexitu. A skoro May nie może liczyć na swoich, Unia może nie chcieć z nią więcej rozmawiać. Kolejne negocjacje mogą być dla Wspólnoty tożsame ze stratą czasu. Po co poświęcać kolejne godziny na określanie nowych ustaleń, skoro i tak zapisy te zostaną odrzucone przez Izbę Gmin?

Co dalej? „Meaningful Vote”, czyli prawnie wiążące głosowanie zatwierdzające Brexit, ma się odbyć 27 lutego. Do tego czasu Theresa May będzie zapewne próbowała wymusić (ewentualnie wyprosić) na Unii Europejskiej ustępstwa dotyczące krytycznego backstopu. I będzie mieć nadzieję, że nową, poprawioną umowę Izba Gmin zatwierdzi.

Czy tak będzie? Czy nawet jeśli May uda się wywalczyć lepsze porozumienie, parlamentarzyści za nim zagłosują? Biorąc pod uwagę przebieg czwartkowej debaty – to bardzo wątpliwe. Liczne ataki na May, kąśliwe wypowiedzi kierowane pod jej adresem, rebelia partyjnych kolegów wstrzymujących się od głosu… to wszystko może świadczy, że Brexit nie jest dla brytyjskich parlamentarzystów kwestią ideologiczną i walką o niezależność czy lepszą przyszłość kraju, ale wojną stricte polityczną i bitwą o przyszłe stołki.

 

Foto: @DonkeyHotey, Flickr, lic. CC https://www.flickr.com/photos/donkeyhotey/41140445145

Kategorie: Wydarzenia UK

About Author