Polacy to lekomani. Zjadamy ogromne ilości farmaceutyków!

Polacy to lekomani. Zjadamy ogromne ilości farmaceutyków!

Polacy są w światowej czołówce narodów nadużywających medykamentów. W ubiegłym roku zażyliśmy ponad 2 mld lekarstw. Statystyczny Polak zjada dziennie 4 tabletki. Nadużywany nie tylko antybiotyków, ale także środków przeciwbólowych, suplementów diety i innych specyfików dostępnych bez recepty. Karmimy tym także nasze dzieci.

Wg GUS („Ochrona zdrowia w gospodarstwach domowych w 2013 roku”), w ostatnim kwartale 2013 roku 75,7 % Polaków zastosowało przynajmniej jeden z leków lub suplementów diety, w tym ponad 50 % osób o bardzo dobrym stanie zdrowia i ponad 70% osób o dobrym stanie zdrowia.  Wśród dzieci w wieku 0-6 lat odsetek stosujących leki lub suplementy diety wyniósł pomiędzy 73,1 a 76,7 %.Wśród dzieci w wieku 1-6 lat, które otrzymywały leki, antybiotyki brała ponad połowa, leki na alergię – ponad 20 %, suplementy diety – połowa. Z badań wynika, że większe skłonności do zażywania farmaceutyków mają kobiety (81,8 %) niż mężczyźni (68,7 %). Same suplementy diety przyjęło 42,3 % osób stosujących jakiekolwiek leki. 

Suplement diety- cudowny sposób na wszystko

Suplementy diety, w myśl obowiązujących przepisów prawa żywnościowego, definiowane są jako środki spożywcze, których celem jest uzupełnienie normalnej diety. Są skoncentrowanym źródłem witamin lub składników mineralnych albo innych substancji wykazujących efekt odżywczy lub fizjologiczny. Stąd też ich powszechna dostępność, a w dalszej konsekwencji zainteresowanie nimi konsumentów dbających o zdrowie. W ostatnich latach polski rynek zalała fala suplementów diety dla najmłodszych. Jesteśmy bombardowani reklamami. Eksperci przewidują, że wkrótce wartość tego segmentu przekroczy 4,2 mld. złotych rocznie, przy obecnej wartości ok. 3,5 mld. (Na podst. rap. PMR: „Rynek suplementów diety w Polsce 2014. Prognozy rozwoju na lata 2014-2018.”)

Lekarze alarmują. Podawanie dzieciom suplementów z założenia nie jest złe, a nawet, w pewnych sytuacjach, medycznie uzasadnione. Jednak problemem jest ich powszechne nadużywanie. Preparaty wieloskładnikowe podajemy dzieciom bez nadzoru lekarza. Może to prowadzić do przedawkowania i konsekwencji zdrowotnych. Np. zbyt duża ilość witaminy C może powodować powstawanie złogów w nerkach i trwale je uszkadzać. Od nadmiaru witaminy A wypadają włosy, zaburzona zostaje praca układu nerwowego lub pokarmowego. Ruch i zdrowa, dobrze zbilansowana dieta wystarczą, aby nasze dziecko prawidłowo rosło. Jeśli mamy co do tego jakiekolwiek wątpliwości, idźmy do lekarza.

3297241338_55432664c9_z

Ile witamin w witaminach?

Brakuje poważnych badań potwierdzających skuteczność witamin i suplementów diety. Niektórzy lekarze zwracają uwagę, że na rynku istnieje jedynie niewielka grupa suplementów i witamin, których skuteczność została potwierdzona poważnymi badaniami naukowymi. Za to jest dużo analiz wskazujących, że zbyt częste zażywanie takich specyfików jest szkodliwe dla zdrowia. Profesor Paweł Januszewicz, dyrektor ds. Naukowych Narodowego Instytutu Leków, twierdzi, że badania realizowane za pieniądze koncernów farmaceutycznych są tak skonstruowane, żeby wynik był zgodny z oczekiwaniami klienta. W Polsce badania dotyczące skuteczności działania suplementów i witamin nie są wymagane, dlatego producenci milczą na ten temat. Aby dopuścić dany preparat do obrotu wystarczy go zarejestrować. Doktor Krzysztof Piwowarczyk, lekarz i bloger portalu naTemat uważa, że suplementy funkcjonują w niejasnej strefie nieuregulowanej prawne. W reklamach sugeruje się, że suplement to lekarstwo. W aptekach ustawia się je na półkach obok leków. W ulotkach stosuje manipulację słowną, celem zachowania wymogów prawa. Nie ma również ustawowej kontroli jakości suplementów.

– Producenci nie ponoszą odpowiedzialności za ewentualne niedotrzymywanie norm, ponieważ nie są kontrolowani – twierdzi Piwowarczyk.

Niekiedy suplementy diety zawierają składniki farmakologicznie aktywne, np. zioła. Jeśli te same składniki są zawarte w produktach zarejestrowanych w kategorii leków dostępnych bez recepty mają one opisane w ulotce działanie, przeciwwskazania lub inne środki ostrożności. Suplementy tych informacji nie posiadają, bo nie muszą. 

Reklamy i miłość rodzicielska

Wydajemy krocie na wszelkie preparaty dla zdrowia naszych dzieci. Na wzrost, apetyt, odporność, zaburzenia snu, zdrowe zęby, skórę, włosy, oczy, pracę mózgu. Dając dzieciom kolejną pigułkę, lub syrop mamy poczucie, że dbamy o ich zdrowie. Dziś nikogo nie dziwi siatka leków tak dla emeryta, jak i dwuletniego dziecka. Wychowujemy pokolenie lekomanów, dla których łykanie syropków, tabletek, żelków witaminowych, lizaków na gardło jest naturalne. Jesteśmy mamieni reklamami. Wmawia się nam, że jeśli kochamy nasze dzieci i chcemy o nie dbać, powinniśmy „wspomagać” je w rozwoju witaminami i suplementami. Tym czasem lekarze zalecają podawanie suplementów jedynie w trzech przypadkach: osobom po ciężkiej chorobie, kobietom w ciąży oraz ludziom starszym, którzy z powodu wieku mają często gorsze wchłanianie.

Suplementacja to droga na skróty. Zamiast faszerować dzieci chemią, zadbajmy o ich prawidłową dietę i ruch. Świeże warzywa i owoce, produkty pełnoziarniste, kasze i nabiał, podawane w odpowiednich ilościach zapewnią naszym dzieciom to, czego im potrzeba do prawidłowego rozwoju. Jeśli mamy wątpliwości, skonsultujmy się w tej sprawie z lekarzem.

 

Foto: Flickr (lic. CC)

Napisz komentarz

<

Kategorie: Zdrowie

About Author