Powstanie w Warszawie. Czy Brytyjczycy mogli uratować stolicę?

Powstanie w Warszawie. Czy Brytyjczycy mogli uratować stolicę?

Dziś 73. rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Wielu badaczy nazywa je desperackim, zbiorowym samobójstwem czy nieprzemyślaną akcją, która od początku nie miała najmniejszych szans na powodzenie. Analizując początki i przebieg wydarzeń z 1944 roku trudno się z tymi opiniami nie zgodzić. Z drugiej jednak strony, gdyby powstania nie było – teraz pewnie zastanawialibyśmy się nad tym, dlaczego nie doszło do podobnego zrywu.

Powstanie w Warszawie rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 o godzinie 17:00, upadło – 3 października. W trakcie dwumiesięcznych walk oddziały powstańcze straciły blisko 16 tys. żołnierzy. Nie jest znana liczba ofiar cywilnych. Szacuje się jednak, że powstanie zabrało życia 200 tysiącom osób, a ponad pół miliona warszawiaków pozbawiło dachu nad głową i zmusiło do opuszczenia zrównanego z ziemią miasta.

O uzbrojeniu obu stron, dowódcach, początkach powstania i przebiegu walk można przeczytać w wielu tematycznych opracowaniach. W związku z charakterem naszego portalu, w tym szczególnym dniu chcielibyśmy skupić uwagę Czytelników TopMejt na kwestii stosunków brytyjsko-polskich, a dokładniej – rzucić nieco światła na postawę Wielkiej Brytanii wobec powstańców.

Co Brytyjczycy wiedzieli o powstaniu?

Nie jest tajemnicą, że alianci liczyli się z siłą polskiego podziemia, a Polska – określana mianem „Pierwszego Sojusznika Wielkiej Brytanii” – była istotnym punktem strategicznym, niezwykle ważnym dla zachodnich taktyków. Nadwiślański ruch oporu już od 1940 roku ściśle współpracował z brytyjskim Special Operations Executive (SEO). Mało tego – w SEO istniała nawet polska sekcja, która odpowiadała za utrzymywanie kontaktu z przywódcami Armii Krajowej i za przekazywanie aliantom wiadomości z okupowanej Polski. Warto też wspomnieć o Rządzie RP na uchodźstwie, który w 1940 roku skorzystał z zaproszenia Winstona Churchilla i po kapitulacji Francji przeniósł się do Londynu.

Można więc zaryzykować stwierdzenie, że Brytyjczycy doskonale wiedzieli o sytuacji w Polsce i byli na bieżąco informowani o planach Polskiego Państwa Podziemnego. Powinni też wiedzieć – z wyprzedzeniem – o wybuchu powstania i doskonale orientować się w sytuacji Polaków. Ale czy na pewno?

Owszem, z jednej strony alianci już na rok przed wybuchem powstania warszawskiego zdawali sobie sprawę z tego, że polskie podziemie planuje taki zryw. Mało tego – przedstawiciele rządów zachodnich zachęcali Polaków do tego, aby atakować Niemców. To było taktyczne zagranie, bo wspomagało i niejako odciążało aliantów, którzy – mówiąc bardzo delikatnie – w tym czasie zajmowali się ważniejszymi dla siebie kwestiami, takimi jak choćby planowanie operacji Neptun (lądowanie w Normandii z 6 czerwca 1944 roku).

Można więc zaryzykować stwierdzenie, że alianci (w tym Brytyjczycy, z którymi polskie podziemie wiązało największe nadzieje) zostawili warszawiaków samych sobie. Powstanie było im na rękę, bo jego wybuch skupiłby – choćby na chwilę – uwagę Niemców i odciążył (to słowo wydaje się być kluczowe) aliantów. Niestety, oprócz namawiania do zrywu i dawania złudnych nadziei – alianci robili niewiele więcej.

Z historycznych dokumentów wynika bowiem, że Polacy wielokrotnie zwracali się do nich o pomoc, choćby w kwestii przesłania do polskiego podziemia brytyjskiej misji wojskowej (takiej, jaka sprawnie działała wtedy w Jugosławii). W Warszawie nie było ani jednego brytyjskiego lub amerykańskiego oficera, a więc kogoś z doświadczeniem, kto pomógłby w zaplanowaniu akcji powstańczej (polskie podziemie prosiło o takie wsparcie). Ponadto, po tym jak Stalin zerwał stosunki dyplomatyczne z Rządem RP, to na Wielkiej Brytanii, która była formalnym sojusznikiem ZSRR, spoczywał obowiązek „mediacji” z Sowietami w kwestii sytuacji w Polsce. Brytyjczycy aktywnie porozumiewali się z Moskwą, ale ten dialog nie obejmował niestety kwestii Polaków.

Dlaczego Brytyjczycy dopingowali samobójczy zryw?

Brytyjczycy – z jednej strony – dopingowali Polaków planujących powstanie, a z drugiej – nie wpierali ich w wystarczający sposób. Czy to był wynik taktycznej kalkulacji? Najprawdopodobniej nie.

W Warszawie nie było ani jednego brytyjskiego oficera, informacje o planach powstańczych współpracownicy Churchilla otrzymywali od samych Polaków. A ci – czy to w akcie desperacji, czy może ślepo wierząc, że zryw zakończy się zwycięstwem – przedstawiali aliantom nieco wybielone fakty o sytuacji nad Wisłą. Dla przykładu: na zaledwie sześć tygodni przed powstaniem na spotkanie z prezydentem Rooseveltem wyruszył premier Mikołajczyk. W podróży towarzyszył mu generał Stanisław Tatar. Tatar był wielkim orędownikiem idei powstańczej i wiele wskazuje na to, że jego optymizm w tej kwestii bardzo spodobał się amerykańskiemu przywódcy. Tak bardzo, że Roosevelt zaczął go podzielać i przyznał Armii Krajowej wysoką subwencję (aż 10 milionów dolarów). Podobne wrażenie Tatar wywarł na Brytyjczykach, którzy zaraz po jego powrocie z Waszyngtonu przyznali mu Order Łaźni.

Czy warto pomagać przegranym?

Na tydzień przed wybuchem powstania ambasador Raczyński poinformował Rząd Brytyjski, że zryw obejmie Warszawę. Na to oświadczenie zareagowano negatywnie. Strona brytyjska zaczęła torpedować polskie plany i oświadczyła, że nie akceptuje takiej strategii, a przez to – nie ma zamiaru wspierać powstańców. Innego zdania byli szefowie Special Operations Executive.

Na spotkaniu z generałem Tatarem (na kilka dni przed wybuchem powstania) brytyjski generał Gubbins poparł ideę nalotów bombowych oraz zrzutu Polskiej Brygady Spadochronowej. 2 sierpnia Winston Churchill wydał zgodę na to, aby maszyny RAF stacjonujące w południowych Włoszech wykonywały misje dostawcze do Warszawy. Most lotniczy – jak się potem okazało – nie działał niestety tak, jak działać powinien.

Jednak już w drugim tygodniu zrywu Brytyjczycy zaczęli rozumieć, że dopingując powstańcze idee popełnili błąd i – jak dziś wiadomo – wspierali nie zaplanowany, taktyczny bunt, a inicjatywę, którą współcześni badacze coraz częściej określają brutalnie: samobójczą. Ostro krytykowano to, że działania powstańców są nieskoordynowane i że przyczyniają się do śmierci ludności cywilnej. To, co działo się w Warszawie – porównywano z aktywnością w Jugosławii czy Francji, gdzie podobne zrywy były o wiele lepiej planowane i przeprowadzane. Po tej porównawczej analizie polskie powstanie spisano na straty.

Kto powinien przeprosić za warszawską tragedię?

Po upadku powstania strona brytyjska oficjalnie, dyplomatycznie i niezwykle krótko rozpaczała nad „warszawską tragedią”. Nie zastanawiano się jednak nad tym, czy większe wsparcie aliantów zmieniłoby wynik zrywu i – być może – uratowało tysiące ludzkich istnień. Zamiast roztkliwiać się nad tym, co się nie odstanie i skupiać się na kwestiach etycznych – w Wielkiej Brytanii przygotowywano się do celebracji. Koniec wojny był bliski, Niemcy coraz słabsi, zaduma nad losem warszawiaków ustąpiła miejsca narastającej radości i chęciom szybkiego ustalenia nowego porządku świata. A dokładniej – świata, który już rok wcześniej, na konferencji w Teheranie, został potajemnie podzielony między najsilniejszych. Można tylko przypuszczać, że gdyby powstanie warszawskie powiodło się – taki układ nie byłby możliwy do zrealizowania bez udziału strony polskiej.

Czy Brytyjczycy powinni przeprosić za warszawską tragedię? Historia to oceni, ale nota wystawiona stronie brytyjskiej niczego już nie zmieni. Nikt nie zwróci Polakom Warszawy w kształcie sprzed sierpniowego zrywu, nikt też nie cofnie czasu i nie naszkicuje na nowo linii, na podstawie której doszło w Teheranie do potajemnego ustalenia przyszłej granicy polsko-sowieckiej.

Polakom – zwłaszcza tym, którzy mieszkają w UK – pozostaje przede wszystkim pamiętać o powstańcach i przekazywać ich historię brytyjskim kolegom. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że Brytyjczycy nie wiedzą nawet o tym, że do takiego zrywu doszło. I – tak po prawdzie – nie muszą wiedzieć. Polacy mieszkający na Wyspach nie interesują się zwykle brytyjską historią (o polskiej, oprócz przywołania kilku wyrwanych z kontekstu dat, też najczęściej niewiele mają do powiedzenia), więc trudno liczyć tu na wzajemność.

Mimo wszystko – warto o powstaniu mówić. Tak samo, jak warto Brytyjczykom nakreślać sylwetki polskich lotników walczących w Bitwie o Anglię. I słuchać tego, co sądzą o warszawskim zrywie, który był niezaplanowany, który pochłonął gigantyczną liczbę ofiar, który nazywany jest „powstaniem samobójców”. Z drugiej jednak strony, gdyby powstania nie było – teraz zastanawialibyśmy się nad tym, dlaczego do takiego zrywu nie doszło.

Foto: Flickr (lic. CC)

Napisz komentarz

<

Kategorie: Wydarzenia

About Author