Referendum w UK – wyjść czy zostać w UE? Oto jest pytanie

Referendum w UK – wyjść czy zostać w UE? Oto jest pytanie

Kiedy w 2013 roku David Cameron ogłosił przeprowadzenia referendum kluczowym elementem tego postanowienia było dążenie do wprowadzania zmian w sposobie działania UE, a przynajmniej odnośnie zasad dotyczących Wielkiej Brytanii jako członka Wspólnoty.

Zgodnie z przedwyborczymi zapowiedziami brytyjskiego polityka referendum w sprawie członkowska wyspiarzy w Unii Europejskiej odbędzie się do końca 2017 roku. Za najbardziej prawdopodobną datę uznaje się drugą połowę br.

„Jeśli Londyn porozumie się z UE w sprawie renegocjacji warunków, na jakich Wielka Brytania należy do Unii, to referendum w sprawie wyjścia kraju ze Wspólnoty (Brexitu) może odbyć się już w czerwcu tego roku” – poinformował szef brytyjskiej dyplomacji Philips Hammond.

Nie tylko na Wyspach, ale i w całej UE trwa gorąca dyskusja o konsekwencjach ew. wyjścia Wyspiarzy z szeregów Wspólnoty. Premier Francji Manuel Vallas na forum ekonomicznym w Davos mówił o tym, że potrzebne jest porozumienie pomiędzy Wielką Brytanią a Unią Europejską, ale nie za wszelką ceną. UE zagraża obecnie wiele kryzysów, które mogą postawić ją w obliczu niebezpieczeństwa rozpadu, m.in.: uchodźcy, terroryzm, wzrost populizmu czy wreszcie Brexit. Czy do niego dojdzie?

Tych zmian domaga się Cameron

Wielka Brytania prowadzi aktualnie negocjacje dotyczące m.in.: konkurencyjności i zarządzania gospodarczego, ograniczenia dostępu do zasiłków dla migrantów z innych państw członkowskich.

„Problem imigracji sam się nie rozwiąże jeśli wyjdziemy z UE. To nie jest kryzys europejski, ale światowy. I to jest przerażające” – podkreśla Stuart Rose, lider „Britain Stronger In Europe”, były dyrektor wykonawczy Marks & Spencer.

David Cameron dąży także do rozszerzenia kompetencji parlamentów narodowych tak, aby mogły one blokować prawodawstwo UE. Wielka Brytania popiera system „czerwonej kartki” pozwalający państwom członkowskim na prawo weta niechcianych dyrektyw. Ważną kwestią jest tu również strefa euro. Brytyjski polityk pragnie, aby Unia dała zabezpieczenie, że euro nie jest jedyną walutą. Chce zapewnienia o tym, że kraje spoza strefy euro nie są w niekorzystnej sytuacji.

Na tym nie koniec. Cameron domaga się też, aby osoby przyjeżdżające na Wyspy z innych państw unijnych dopiero po czterech latach uzyskiwały prawo do zasiłków związanych z zatrudnieniem albo mieszkaniami socjalnymi. Jest to oś sporu, szczególnie z Polską i Węgrami.

„Nie będzie kompromisu w sprawach, które są fundamentalnymi wartościami, jak brak dyskryminacji i swoboda przemieszczania się” – poinformował szef Rady Europejskiej Donald Tusk.

Wiele osób stawia teraz pytanie: co może grozić Polakom mieszkającym na Wyspach jeśli Brytyjczycy zdecydują wyjść z UE? Prawo nie działa wstecz. Nawet jeśli dojdzie do tego, kraj nie może zmusić tych, którzy już pracują w Wielkiej Brytanii, aby opuścili państwo. Pozostali członkowie Wspólnoty w tej sprawie posługują się językiem dyplomatycznym. Mówią, że nie można prowadzić polityki dyskryminującej innych obywateli UE.

David Cameron mówi jasno, że jeśli „4 lata” będą nie do przyjęcia to chce, aby jego kraj miał coś w zamian, a co będzie miało realny wpływ na liczbę imigrantów. Jest już przygotowany na taką ewentualność. Jego plan zakłada ograniczenie liczy osób uprawnionych do przeniesienia się do Wielkiej Brytanii, przedefiniowanie umowy członkostwa w ramach grupy nie należącej do strefy euro oraz nie należącej do ściślejszej unii. Przewiduje ponadto zmiany w przepisach krajowych. A wszystko po to, aby suwerenność Wielkiej Brytanii była ważniejsza od prawa UE. Może to osiągnąć poprzez otrzymanie zapewnienia, że brytyjskie sądy nie są związane z Europejską Kartą Praw Podstawowych.

„Negocjacje Camerona nie przynoszą niczego dobrego. Nie rozwiązują kryzysu migracji. Możemy to zakończyć jeśli zaczniemy na nowo kontrolować dobrze swoje granice, dbać o swoje prawa i skutecznie ściągać podatki” – powiedziała Liz Bilney, szefowa Leave.EU – kampanii popierającej Brexit.

Konsultacje dotyczące reform, których domaga się Wielka Brytania będą przedmiotem unijnego szczytu w dniach 18-19 lutego w Brukseli.

Should I stay or should I go?

uk

Brytyjczycy są w miarę równo podzieli w tej kwestii. Według styczniowego sondażu YouGov 51% osób gotowych pójść do głosowania mówi, że chce zostać we Wspólnocie.

UK Independence Party, która wygrała ostatnie wybory i otrzymała prawie 4 mln głosów (13%) w majowych wyborach europejskich prowadzi kampanię na rzecz wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Liberal Democrats są przeciw wyjściu. Partia jest za przeprowadzeniem referendum, ale kiedy data zostanie ustalona, zamierza prowadzić kampanię do pozostania w szeregach UE. SNP (Scottish National Party) jest przeciw wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. The Greens są za referendum. Głos w dyskusji zabrała też Irlandia, która obawia się negatywnych skutków Brexitu.

„Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej naraziłoby na poważne trudności Irlandię Północną” – podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Londynie ostrzegał premier Irlandii Enda Kenny.

Sprzeczne głosy w dyskusji

Wielu polityków i ważnych postaci wierzy, że Wielka Brytania jest wstrzymywana przez UE. Ponadto podkreślają, że Wspólnota nakłada zbyt wiele zasad i opłat w miliardach funtów rocznie jako składki członkowskie, a za mało daje w zamian. Domagają się również by kraj mógł przejąć pełną kontrolę nad swoimi granicami i zmniejszyć liczbę osób przyjeżdżających tu do pracy.

W dyskusję wpisuje się także jedna z najnowszych wypowiedzi brytyjskiego ministra obrony: „fundamentem obrony Wielkiej Brytanii i Polski jest NATO, a nie UE”. Michael Fallon dodaje jednak, że członkostwo w Unii uzupełnia poczucie bezpieczeństwa.

Ci, którzy chcą zostać w UE wierzą, że bycie w Unii daje wiele korzyści. Napływ imigrantów, którzy w większości są młodymi i chętnymi do pracy ludźmi napędza według nich wzrost gospodarczy i pomaga płacić za usługi publiczne. Wierzą też, że status Wielkiej Brytanii w świecie zostanie uszkodzony przez wyjście. Ponadto podkreślają, że blok daje większe poczucie bezpieczeństwa.

Zwolennicy pozostania w szeregach UE mówią też:

  • ponad 3 mln miejsc pracy na wyspach związanych jest z handlem z UE,
  • należenie do Wspólnoty oznacza niższe ceny w sklepach,
  • bycie w unii kosztuje każde gospodarstwo mniej niż funta dziennie. Niezależni eksperci korzyści dla przeciętnej rodziny szacują na ok. 3 tys. funtów rocznie,
  • jesteśmy bezpieczniejsi dzięki European Arrest Warrant. Możemy zatrzymać przestępców na terenie całej UE. Stracimy ten przywilej jeśli opuścimy Wspólnotę,
  • 200 tys. brytyjskich przedsiębiorców handluje z UE,
  • każdego dnia Wielka Brytania otrzymuje 66 mln funtów przeznaczonych na inwestycje od krajów unii.

Kto ma rację?

Każda ze stron ma za sobą „swoje” argumenty. Świat wielkiego biznesu zdaje się opowiadać za pozostaniem w UE. Dlaczego? Z prostej przyczyny – łatwiej przenieść pieniądze, produkty i samych ludzi na całym świecie. Podobnie jednak jak w polityce i tutaj można usłyszeć zupełnie odmienne głosy.

Prezes BT, niedawny prezes CBI, sir Mike Rake mówi o tym, że nie ma wiarygodniejszej alternatywy dla biznesu niż pobyt w UE. Innego zdania jest Lord Bamford, prezes JCB, który w wyjściu z Unii widzi możliwość negocjacji umów handlowych jako jeden kraj, a nie jako jeden z 28 narodów. 55% członków British Chambers of Commerce opowiada się za pozostaniem w zreformowanej UE.

Kto ma rację? Trudno tej chwili odpowiedzieć na to pytanie. Zarówno pozostanie, jak i wyjście z szeregów UE wiąże się z pozytywnymi i negatywnymi konsekwencjami. Tak naprawdę można wysunąć prosty wniosek, że wszystko zależy od tego czego chcą Brytyjczycy, w którą stroną chcą pójść i jak widzą swoją przyszłość (?).

Foto: Flickr (lic. CC)/ whatukthinks.org

Kategorie: Polityka UK

About Author