Rozważania o polityce, ustawie antyaborcyjnej i o tym, jak nic z tego nie wyszło

Rozważania o polityce, ustawie antyaborcyjnej i o tym, jak nic z tego nie wyszło

Jak się macie? Miało być o Polsce, fatalnych rządach PiS-u, ustawie aborcyjnej, protestach, świętym gniewie kobiet, wieszakach, broszkach, macicach, wyborach, kościele. Ale nie będzie. Nie ma dziś we mnie gniewu, więc felieton na ten temat przekładam na inny termin. Tym czasem niezależnie od tego, co pochłania moją i innych uwagę, znów idzie wiosna. Trawa się zieleni, drzewa kwitną, pomidory na parapecie wyrosły za bardzo i trzeba je przenieść do szklarni. Cudny czas się zaczyna…

Wiosna idzie na całego. Kogo to obchodzi? Mnie. I mam nadzieje, że oprócz mnie jeszcze kilka innych osób. Tyle życia wokół, tyle radości. Przyroda w nosie ma ludzkie poczynania i z właściwą sobie konsekwencją, co roku rozpoczyna nowy cykl. Stale i niezmiennie. To dobrze. Przynajmniej jest jakiś trwały punkt odniesienia w tym szalonym, zwariowanym ludzkim świecie.

Wstaję dziś wczesnym rankiem. Trochę zła jestem. Jest niedziela, psia kość, można by dłużej pobumelować w łóżku. Należy się raz w tygodniu. Jednak w mojej głowie gotowy manifest kobiecy, nie daje spać. Będzie felieton, w którym wyleję swoje rozjuszenie na bezczelność rządu i kościoła, na arogancję mężczyzn w stosunku do kobiet. Rozważę kwestię ucisku kobiet na przestrzeni wieków, zastanowię się, dlaczego właściwie tak jest. Opowiem o Dziewuchach i ich działaniach w kierunku przywrócenia kobietom prawa wyboru. Pewnie tekst przeczyta spora liczba czytelników, może wywiąże się jakaś dyskusja, emocje, kłótnie. W końcu temat na czasie i bardzo emocjonujący.

Za wcześnie o szóstej siadać do komputera. Domownicy śpią, więc z kubkiem zielonej herbaty postanawiam wyjść na ogród, nacieszyć się rzadkimi chwilami świętego spokoju i możliwości pobycia sam na sam z własnymi myślami.

Poranek przepiękny: świeci słońce, księżyc jeszcze widoczny. Chłodno. Na niebie trochę chmur. Ciężkich ołowianych, kwietniowo-majowych. Takie lubię najbardziej. Ptaki drą się w okolicznych krzakach. Wiosenne kwiaty rozkwitły na całego. Pierwsze drzewa owocowe już w bieli. Pachnie wilgocią, ziemią, wiatrem. Powietrze ciężkie od nadmiaru rozszalałego życia. Wystarczyło kilka cieplejszych, słonecznych dni, żeby wszystko obudziło się na dobre. Cieszę się niezmiernie, ładuję bateryjki i czuję, jak cały gniew, którym nasączyłam się żeby napisać dobry felieton znika.

Dobry felieton, czyli jaki? Ano taki, który porwie i zaangażuje emocje czytelników. Sprowokuje ich do dyskusji, może kłótni, zawłaszczy ich myśli. Tak funkcjonuje dziś świat – jedzie na emocjach ludzkich. Oddajemy swoją uwagę i energię czemuś, co i tak  w końcu stanie się historią…

Tak oto felietonu pełnego gniewu dzisiaj nie ma. Za to jest radość, że kolejnej wiosny przyszło mi dożyć. Jest i spokój w sercu i poczucie stabilności i spełnienia. Takie rzeczy dzieciom Ziemi daje przyroda ze swoimi niezmiennymi cyklami. To się tylko liczy. To jest ważne. Reszta, to iluzja.

Do napisania.

About Author