Wybory Prezydenckie. Nikt ci nie da tyle, ile obieca kandydat

Wybory Prezydenckie. Nikt ci nie da tyle, ile obieca kandydat

11 kandydatów, setki pustych obietnic i ponad 30 milionów wyborców, którzy co pięć lat dają się nabrać na te same obiecanki. Dlaczego politycy robią nas w jajo? Bo sami się o to prosimy!

Politycy kłamią, wszyscy o tym wiemy. Z prawdą mijają się też kandydaci na urząd Prezydenta RP. Jacy? Wszyscy, a jak! Dlaczego? Bo im na to pozwalamy!

Co może Prezydent?

Batalia o fotel Prezydenta RP to nakręcony z dużym rozmachem spektakl – walka nie na argumenty, ale na najciekawszy spot, niekończący się pojedynek na to, który z kandydatów lepiej wyczuje nastroje wyborców i skusi ich absurdalnymi obietnicami. Każda kolejna kampania jest coraz gorsza. Kandydaci rezygnują z programów na rzecz sloganów i medialnych fajerwerków, kłamią w żywe oczy, a my nie tylko nabieramy się na te brednie, ale prosimy o więcej. Dlaczego? Bo głosujemy na twarze i chwytliwe hasła. Zupełnie tak, jakbyśmy wierzyli, że Prezydent RP naprawdę jest kimś, kto samodzielnie może zmienić nadwiślańską rzeczywistość. Kimś więcej, niż tylko strażnikiem pałacowego żyrandola. Obamą, Angelą Merkel i Elżbietą II w jednym. A nie jest.

Powiedzmy sobie jasno: Prezydent RP jest przede wszystkim wizytówką chodzącą na dwóch nogach, reprezentantem państwa na arenie międzynarodowej. Jest też Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, a to sprowadza się głównie do działania na wniosek Prezesa Rady Ministrów. Co jeszcze może Prezydent? Ano może wyrazić wątpliwość odnośnie kształtu i treści jakiejś ustawy. Nie może jednak tej ustawy samodzielnie odrzucić czy napisać od podstaw według własnego „widzimisię” i z marszu wprowadzić ją w życie. Może „jedynie” krzyknąć „weto” (wtedy Sejm ponownie głosuje), poddać pod głosowanie nowe rozwiązanie lub skierować ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Nic szczególnego, prawda?

No dobra, Prezydent nadaje też (formalnie) obywatelstwo, wydaje akty urzędowe (określające dla przykładu, którego dnia odbędą się wybory do Sejmu), dysponuje prawem łaski, desygnuje Prezesa Rady Ministrów czy powołuje Prezesów NBP, Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego itd.

Dokładny zakres kompetencji Prezydenta określa Konstytucja. Opis tego, czym zajmuje się najwyższy przedstawiciel polskich władz jest długi i merytoryczny. Owszem, żeby było jasne – Prezydent może od czasu do czasu (albo i codziennie!) tupać nogą i próbować stawiać na swoim, ale do takich sytuacji dochodzi bardzo rzadko. Jakby tego było mało – takie tupnięcia, prezydenckie fochy czy odezwy do niczego zwykle nie prowadzą. A przynajmniej – do niczego dobrego.

W praktyce więc, Prezydent RP – zgodnie ze swoimi kompetencjami – powinien przede wszystkim bez problemu porozumiewać się z Prezesem Rady Ministrów, dobrze wyglądać, mieć atrakcyjną żonę/fajnego męża, dogadywać się z delegatami (bo to ważne wizerunkowo), znać jakiś język (coby kwasu nie było), skutecznie reprezentować kraj na arenie międzynarodowej, dziarsko ściskać dłonie i nie robić wstydu. Po prostu!

Co może kandydat?

Kompetencje Prezydenta są niewielkie. Dlaczego więc politycy i działacze kandydujący na to stanowisko prześcigają się w formułowaniu coraz bardziej abstrakcyjnych obietnic? Nie wiedzą, że samodzielnie, ot tak – jeśli już uda im wygrać wybory – nigdy ich nie spełnią? Wiedzą! Ale z drugiej strony mają świadomość, że my, wyborcy lubimy takie czcze deklaracje, ładne słówka, okrągłe zdania i cuda na kiju. I – co gorsza – wierzymy, że jednemu człowiekowi uda się wprowadzić JOWy, obniżyć lub zlikwidować VAT, przywrócić poprzedni wiek emerytalny, wysłać „śmieciówki” na podróż w kosmos, intronizować Chrystusa (formalnie!) na Króla Polski czy opodatkować kościół.

Nikt ci nie da tyle, ile obieca kandydat

Niedawno przedstawiliśmy postulaty wszystkich kandydatów na Prezydenta. Na kilka dni przed głosowaniem porównam je z prezydenckimi kompetencjami i postaram się ocenić (nie uciekając przed subiektywizmem, bo zachowanie pełni obiektywizmu uważam za niemożliwe), jak „głęboko gdzieś” politycy i działacze ubiegający się o ten urząd mają moją, naszą, wyborczą inteligencję.

Już teraz zapraszam do lektury, a osobom, które chciałyby pogłębić wiedzę na temat prezydenckich kompetencji – polecam ten adres.

Foto: Flickr (lic. CC)

Kategorie: Felietony

About Author